Blog,  Lifestyle

Dostałam wpierdal…

Możesz mieć milion znajomych na fejsie na instagramie… ale gdy płaczesz w poduszkę, to zawsze jesteś sama. Gdy mówisz, że płaczesz, dostajesz pół miliona wiadomości co się stało. Gdy płaczesz w milczeniu, to nikt nie zapyta… dlaczego… bo zwyczajnie nikt się tym nie interesuje. Dziękuje Ci Boże, za córkę.

Może to moja wina, że nie potrafię prosić o pomoc, choć coraz częściej się to zdarza, z podkulonym ogonem na skraju wytrzymałości ? Może to moja wina, bo gdy zaczynam mówić że mi źle… to obija się to często echem lub poklepaniem po plecach ? Może to moja wina, bo nie lubię komuś sprawiać problemu ? Może to moja wina, bo gdy całe życie prosiłam o pomoc w szpitalach, na dworcach, na ulicach… byłam wyśmiewana ? Może to moja wina, bo staram się sobie na sile coś udowadniać… już na kolanach ? Może to moja wina, bo boję się prosić, by nie stracić ludzi, których przy sobie mam ? Może to moja wina, bo gdy bliscy pytają się czy pomoc w czymś, to odpowiadam – dam radę, bo nie potrafię inaczej ? Może to moja wina, bo pokazując radość, czerwone usta i śmiech… za dużo oczekuję… że ktoś dojrzy mokre oczy i jednak przytuli ? Może to moja wina, bo gdy cudowni znajomi pomagają, jeden naprawi wózek, drugi przyniesie leki, trzeci kupi jedzenie, czwarty podrzuci do przedszkola… a ja czuje się wdzięczna ale i tak, jakbym dostała policzek bo sama nie dałam rady ? Może to moja wina, bo tysiące osób, gdy mi źle, zwyczajnie każe włączyć się na lajfie i w sekundę poprawia humor, a ja powinnam o tym pamiętać ? Dziękuje Ci Boże, za córkę.

Kiedyś byłam silniejsza… bo walczyłam tylko o siebie i wiedziałam, że jeśli zaboli… to tylko mnie. 3 lata temu się to zmieniło… Zostałam matką. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Największy wpierdal w swoim życiu, dostałam od swojej 3 letniej córki. Przez te 3 lata, wychowaliśmy z Piotrem naprawdę mądre i empatyczne dziecko. Wrażliwe na każdy mój ruch. Ale w większości, byłam i jestem z Laurką sama. Czy to odstawienie od piersi, odpieluchowanie, lekarze, pierwszy dentysta, tęsknota za tatusiem… i… skoki rozwojowe. Przy każdych etapach dostaje wpierdal taki, że padam na pysk. Wpierdal emocjonalny. W naszej rodzinie panują zasady. Najważniejsza z nich to; „Jesteśmy jedną drużyną, wspaniałą rodziną”, rodzice nigdy nie uderzą Laurki i nie będą na Nią krzyczeli, a Laurka nigdy nie uderzy rodziców. U nas nie robimy fochów a rozmawiamy. Tyle że… Lauri bardzo często zapomina o ostatniej z reguł, przy której właśnie ja… otrzymuje tzw wpierdal. Oczywiście wiem, że taka jest natura i jest Ona dzieckiem. Musi mieć swój czas na każdy ze skoków by poznać emocje, siebie, świat, nowy etap-przedszkole, rodziców, dobro i zło… ale gdy jestem w tym sama, w moim stanie, z moimi ograniczeniami zdrowotnymi, ruchowymi, zwłaszcza gdy jest zima, a ona jest dla mnie więzieniem i wyrokiem… jest mi zwyczajnie cholernie ciężko. Każdy kontrakt Piotra na statku a mój w domu, nazywam kontraktem życia. Ten również do niego należy. Po Laurki chorobie teraz przez ponad dwa tygodnie, gdy gorączkowala 40 stopni, gdy śnieżyca na zewnątrz… ciężko było i jest ciężko zawsze zebrać się wieczorami do lekarza gdy ja nie mam prawa jazdy. I nie… nie wiem czy je zrobię. Boje się, panicznie się boje, jezdzic z malutką wiedząc, jaka to odpowiedzialność przy moich ograniczonych możliwościach ruchowych. Dostaje wpierdal gdy psuje się wózek i zostaje jak bez ręki. Laurka ociera łzy matki, których widzieć nie powinna i przytula całym swoim malutkim serduszkiem. Jestem z Niej taka dumna, to najbardziej radosne dziecko jakie znam. Bo wiem… że Ona to wszystko robi z miłości do mnie. Mając ponad 3 latka ze względu na mnie nadal zgadza się grzecznie jeździć wózkiem i nigdy nie zrobiła mi z tego powodu awantury. Tylko ja… czuję się cholernie winna, cholernie bezsilna, cholernie samotna…. i bardziej chora niż kiedykolwiek. Bo gdy widzę, jak Moje dziecko patrzy na ulicach jadąc wózkiem czy przez okno… jak rodzice ze swoimi dziećmi jeżdżą sankami, śmieją się ślizgając z górek i lepiąc bałwany. Gdy widzie Jej ból… idę kupić sanki by choć wiedziała że je ma… ale po co ? Skoro i tak wiem, że nie wyjdę z Nią na śnieg by się nimi cieszyć, bo jeden upadek na śniegu może skończyć się dla mnie tragedią. Gdy widzę jak moje dziecko siedzi w pokoju na sankach i z uśmiechem powtarza, że Ona też pójdzie na kulig gdy tatuś wróci… a Ty wiesz, że gdy tatuś wróci, śniegu już nie będzie. Gdy inne dzieci jeżdżą na rowerkach, a moje dziecko w wózku, dzielnie uśmiechając się całą swoją śliczną buźką… Tobie po raz kolejny pęka serce. Gdy słyszę, od Niej w tych momentach… mami dlaczego płaczesz ? Boli Cię noga, chodź Cię przytulę…. Obwiniam się jeszcze bardziej, czując się bardziej chora niż jestem i znów dostaje wpierdal… tym razem… spuszczam go sama sobie.

Zdjecie made by em

Mogłabym takich przykładów pisać tomy, ale nie mam już chusteczek. Jestem osobą, kobietą, matką, wojowniczką, która kocha życie z pełną świadomością jego upływu czasu… ale jestem też człowiekiem… dziś… bardzo zmęczonym.

Zdjęcie made by em

Zdjęcie made by em

Piotr wróci… i znów oddam ster i znów poprawie koronę. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Dziękuje Ci Laurka, że jesteś z Nami. Text pisałam wczoraj w nocy. Jak to ja, pod wpływem gorących emocji. Przepłakałam znów całą noc i obudziłam się z cudowną dawką nowej energii. Ja, Karina, kochająca żyć ponad siłę i ponad możliwości…Ja, Karina, która kocha przekraczać swoje granice… czasami popłaczę ale zawsze się podniosę. Mam najcudowniejszą córkę na świecie, mam najcudowniejszego męża na świecie i mam siebie… dla mnie jestem najcudowniejszą kobietą na świecie… zaraz po mojej mamie.

Dziękuję Ci Boże… że żyję. Amen

List do córki <3
List do męża <3
Karina Kończewska

Kobieta z blizną, żona marynarza.Mama wymarzonej Laurki