• Blog,  Lifestyle

    Z życia psiary przeciętej bliznami

    “Pieszczotliwie nazywają mnie – Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…
    Niepieszczotliwie nazywają mnie –
    Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    FOT FOTOSZUFLADA

    34 operacje, w tym 2 na żywca, obdzieranie ze skóry, śmierć, ciało w bliznach….PÓŹNIEJ

    FOT FOTOSZUFLADA


    Chcę psa, którego będę szkoliła dla własnego bezpieczeństwa.
    Dam radę – Poświęcę temu cały możliwy czas i krew. Nie jestem księżniczką, nie trzeba mnie ratować. Jestem kobietą z krwi i kości, przelałam wiele krwi, łez i potu, przelewam je dalej, ponieważ nie boje się bólu, nie boję się wstydu.
    Dam radę – Podjęłam decyzję, chcę żyć, chcę psa, chcę być kobietą waleczną na tyle ile dam radę, chcę przekraczać swoje granice, gdyż nigdy nie wiemy jak silni jesteśmy, dopóki bycie silnym nie stanie się naszym jedynym wyjściem. Bardzo wysoko postawiłam sobie poprzeczkę, bo życie wymaga odwagi.
    Dam radę – szkolę Atenę. Daję z siebie 110%. Szkolę ją każdego dnia, w każdą pogodę. Często jest tak, że ból mnie zabija. Życie ze złamaną nogą nie jest łatwe ale ja lubię walczyć. Nieraz przelewam łzy na treningach, czuje jak leje się we mnie krew z bólu. Dziesiątki noży wbijają mi się w nogę i paraliżują mnie. Nie zatrzymuję się. Dam radę, ja się nie poddaje. Chcę psa, chcę bestię, przy której nie będę musiała bać się o siebie i dziecko.
    Dam radę…tak mi dopomóż Bóg.
    Po prostu…#wstan i #walcz, #wygraj swoje życie, swoje marzenia. Dokonaj wyboru i z podniesioną głową ponieś odpowiedzialność za swoje decyzje. Czuć się wolnym człowiekiem w swojej skórze, to uczucie, którego nie kupisz. To uczucie które możesz wygrać, tylko poprzez dokonanie własnego wyboru.
    Żyj i się nie bój. Ja walczę o swoje marzenia i je wygram.

    Adoptując psa, czy kupując z hodowli, baaa nawet zaczynajac od myślenia o psie, każde z nas a bynajmniej ja, rozważałam wszystkie za i przeciw. Przeciw przegrało.

    Wiedziałam z czym to się będzie jadło. Ja, osoba pedantyczna, nie znosząca brudu, kurzu i nie posprzątanej powierzchni, w której żyje, pracuje czy przebywam, wzięłam na klatę ten cały bajzel który przyjdzie mi ogarniać. Jestem osobą niesamowicie upartą i lubię mieć to, czego pragnę. W tym przypadku psa. Wiedziałam, że nieważne jaka będzie pogoda – pies musi wyjść, mało tego, chcę psa szkolić więc te wyjścia będą bardzo aktywne i w 100% skupione na psie. Wiedziałam, że przyjdzie mi sprzątać po psie i jeździć z nim na szkolenia w samą naturę a co za tym idzie moja fobia i obrzydzenie do wszystkich robali zostanie wystawiona na codzienny test.

    Wiedziałam o tym. Uzmysłowiłam to sobie nie mając Ateny jeszcze w domu. Jestem strasznie przewrażliwiona na ludzkim poczuciu „durnej wyższości” typu, po moim psie nie muszę sprzątać”. Ludzie mają co raz bardziej w nosie tych, którzy robią coś poprawnie, tych którzy mają szacunek do innych ludzi ale zwłaszcza do wywiązywania się z obowiązków jakie niesie posiadanie psa, nieważne czy go szkolisz czy nie.
    Wychodząc z Ateną zawsze przy sobie mam kilka worków. Ostatnio na łące spotkałam parkę z psiakiem. Ich pies właśnie skończył się wypróżniać i co zrobili Państwo??? Po prostu odeszli. Nosz krew mnie zalała. Grzecznie powiedziałam, że jeśli nie mają państwo worka by posprzątać po swoim psie, to mogę oddać swój. Na to Oni, że na łące nie trzeba sprzątać, a jeśli jestem taka pożądna, to mogę posprzątać również po ich psie. I zwyczajnie odeszli. Nie wierzyłam w to, co usłyszałam.

    Przejdźmy teraz do szkoleń.
    Ze szkoleniami, również mam akcje rewelacje. Jeśli szkolę czarną, to daje z siebie maxa. Nie biorę do ręki telefonu, nie wdaje się w dyskusje, jestem tylko dla niej.
    Opowiem Wam o kilku sytuacjach, które mnie spotkały podczas szkoleń.
    Wchodząc na plac ćwiczeń napotkałam parę z ogromnym psiakiem, który był na smyczy i gdy nas zauważyli, trzymali go również za obroże uspakajając go. Zaczęłyśmy z Ateną trening gdy Państwo śmiejąc się wyjechali do mnie z tekstem;
    „Po co szkolisz psa, to bez sensu”. Po czym odpowiedziałam im; „widzicie, Państwo gdy nas zauważyliście do teraz trzymacie swojego psa na smyczy oraz za obroże by nie rzucił się na mnie czy mojego psa, a ja mojej spuszczonej ze smyczy suce wydałam komendę SPOKÓJ i ona sidzi przy mnie nie zwracając na Was większej uwagi, więc chyba ma to jakiś sens”. Takiego oburzenia w ludziach już dawno nie widziałam, poszliiii obrażeni.

    Sygnał uspakajający Ateny (Oblizywanie się)

    Kolejna akcja. Moja ręka to przysłowiowy pilot dla psa. Ręką wykonuje komendy nie musząc używać słów. Chodzenie przy nodze wymaga ode mnie sztywnego ramienia i zaciśniętej pięści przy nodze, przy której idzie pies. Kilkakrotnie od starszych ludzi usłyszałam, że nie dziwota, że mój pies idzie przy nodze, skoro przed nosem ma ciagle zaciśnięta pięść Pani. Niestety ludzie nie rozumieją i nie mają wiedzy o tym jak szkolić psy i dlatego tak reagują. Pilot do psa jest “narzędziem” bardzo potrzebnym, bo to właśnie ręką jesteśmy w stanie przekazać psu informacje o zachowaniu jakie od niego oczekujemy.

    Bestię szkole na dźwięk klikera. Zwłaszcza idąc przy nodze używam go wielokrotnie by sygnalizować, że dobrze wykonuje zadanie. Cóż, zalewam się łzami śmiechu i rozpaczy jednocześnie pisząc dla Was ten post. Ale co niektórzy twierdzą, że używając klikera hipnotyzuje czworonoga. Mamy Atenę od kilku miesięcy. Ten pies w ogóle nie szczeka. Ludzie czasami pytają, czy z moim psem wszystko dobrze, bo normalne psy szczekają i reagują na zaczepki innych psiaków. Czarna nie szczeknie gdy nie musi i jest suką coraz bardziej pewną siebie i silniejszą. Nasza bestia jak wiecie ma 2 klatki, transportową i domową. Gdy ludzie słyszą, że Atena w domu trzymana jest w klatce, chcą powiadamiać policję. Nierozumiem, dlaczego ludzie, którzy nie mają pojęcia o (tak nie boję się stwierdzić po całości)… nie mają pojęcia o psach, je zwyczajnie posiadają lub wydają tak durne i krzywdzące opinie. Klatka transportowa, jest dla bezpieczeństwa psa jak fotelik dla dziecka. Klatka domowa, to jej dom w naszym domu. Jej azyl, jej miejsce na odpoczynek, wyciszenie się przed światem, przed nami czy ludźmi obcymi w naszym domu. Ona wie, że nikt z nas jej nie wejdzie do jej miejsca, nie zakłócimy jej spokoju i zwyczajnie poczekamy aż sama znów do nas przyjdzie pełna mocy. Klatka domowa, to najlepsze, co można dać psu. Atena nie je w domu. Dostaje jedzenir tylko na treningach. Dostaje porcję, która jej przysługuje dla jej wieku. Jest ona rozłożona na 3 treningi. Pies, który ma w domu michę, nigdy nie będzie w 100% posłuszny i pracowity poza domem. Bo po co pracować na posiłek skoro ma się michę w domu za darmo. „Biedny pies”, ilekroć to słyszę, mam ochotę pokazać co Atena potrafi zrobić jak pięknie pracuje by na to jedzenie zapracować. Mój pies wychodząc ze mną ma czas na trening, przy którym otrzymuje wypłatę czyli żarcie, jest czas na zabawę ale zawsze w tych zajęciach jest pełna posłuszeństwa. Jestem pewna, gdy idzie na luźnej smyczy, że nie rzuci się na ludzi, na zwierzęta, na ulicę. Nie popchnie mnie chcąc pierwszej przejść przez drzwi i da mi spokój gdy jem. Szkolcie swoje psy. To Wy jesteście w hierarchii najwyżej, nie pozwólcie psiakom przejąć miejsce na kanapie czy przy stole. Szkolcie je i kochajcie najmocniej jak tylko potraficie. To piszę Wam ja, która nigdy nie chciała psa, piszę ja, która w dzieciństwie była pogryziona przez nieszkolonego owczarka. Piszę to ja, która dziś za swojego psa oddałaby życie.

    Amen

    Trening Atety
  • Mama, za co ją właściwie kocham...
    Blog,  Lifestyle

    Kocham Cię mamo

    Dzień mamy…najpiękniejsze święto dla kobiety. Moja mama…

    Za co Ją Kocham? Przede wszystkim bo jest moją mamą, ale również za to, że dała mi życie. Kocham Ją za to, że życie dała mi 2krotnie. Kocham Ją za to, że zawsze o mnie walczyła, że zawsze we mnie wierzyła, że nigdy nie zwątpiła, że zawsze przy mnie jest. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie wszystkiego. Nauczyła mnie kochać i się tego nie bać, nauczyła mnie walczyć i się nie poddawać, nauczyła porządku, mimo że całe życie kłóciłam się z Nią o sprzątanie a teraz jestem Jej za to wdzięczna, patrząc co dzień na posprzątane mieszkanie. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie uśmiechu i wybaczania. Kocham Ją za to, że w wielu 18 lat tak mi rozjaśniła włosy że zamiast blondu miałam tęczę na głowie a Ona mówiła mi że jestem najpiękniejsza na świecie, nieważne że groziła patelnią temu, kto by zaprzeczył. Kocham Ją za to, że potrafimy się ze sobą kłócić 10 razy dziennie, bo jesteśmy takie same. Kocham Ją za to, że nie potrafimy ze sobą cicho rozmawiać, tylko przekrzykujemy się niczym włoska rodzina. Przepraszam Ją za swój ostry charakter i gorący temperament. Przepraszam Ją za to, że często nie chce wysłuchać Jej litanii zarzekając się, że “nigdy nie będę jak swoja matka”, co oczywiście mija się z rzeczywistością i planem losu, ale więcej w tym temacie nie napiszę bo mi się mąż przestraszy i ucieknie). Przepraszam Ją za to, że jestem uparta, ale po niej samej to mam. Przepraszam Ją za to, że zabrałam Jej wiele lat życia, w których musiała i chciała o mnie walczyć. Dziękuję Jej za to, że wpoiła mi zasady bycia człowiekiem. Dziękuję Jej za to , że pozwoliła mi popełniać własne błędy. Dziękuję Jej za to, że zawsze mogę się wtulić w Jej ramiona. Dziękuję Jej za to, że jest niczym sherlock holmes i nigdy nie mogliśmy czegoś zbroić bo zawsze się domyśliła. Dziękuję Jej za to, że na pierwszej randce narobiła mi wstydu bo chłopak wyrósł na śmierdzącego lenia. Dziękuję Jej za to…że jest…że jest moją mamą. Kocham Ją za to, że mnie chciała. Kocham Cię mamo

    💜

  • Gdy brakuje mi sexu...
    Blog,  Lifestyle

    Związek z marynarzem. Zaufanie, czy układ?

    Są trudne chwile.

    Związek z marynarzem. Zaufanie czy układ? Sex a raczej jego brak, jesteśmy tylko ludźmi, brakuje mi tego. To nasza ludzka anatomia, brakuje mi sexu, dotyku, schowania się w męskie ramie. Brakuje mi….

    Fot Fotoszuflada

    Mogłabym zaryzykować miłość dla chwili uniesienia i sekundy podniecenia…mogłabym. Ale żaden mężczyzna nie będzie i nie jest Piotrem. 
    Pokochałam Go zdrowego – Pokochał mnie chorą – Pokochałam Go pięknego – Pokochał mnie oszpeconą – Pokochałam Go na lądzie kocham Go na morzu – Pokochał mnie moją radością życia, kocha moimi łzami bólu. Nasza miłość, pokonuje strach, ona łamie wszelkie stereotypy i marzenia. Ale jesteśmy ludźmi… brakuje mi…

    Fot Fotoszuflada


    Związek z marynarzem – miłość czy układ? Oczywiście moglibyśmy pójść na układ typu „czego oczy nie widzą”. Oczywiście moglibyśmy…gdyby nie to, że żyjemy jedną zasadą „nie ma zazdrości bez miłości, ani miłości bez zazdrości”. Świadomość… ona nie zapomina. Świadomość tego, że któreś z nas dotykałby innego człowieka. Świadomość tego, że jesteśmy tylko ludźmi i zwyczajnie nam brakuje bliskości i emocji z tym związane. Świadomość tego, że nasz związek opiera się na woli wyboru bycia razem. Wszystko w życiu jest możliwie i do zniesienia gdy… chcemy. Gdy chcemy być „razem”, wszystko jest możliwe i niesie ze sobą konsekwencje „bólu rąk”, ale to konsekwencje z wolnego naszego wyboru. Wiem, że czas leci. Oboje zdajemy sobie z tego sprawę. Mamy świadomość własnego życia. Ale chwile powrotu z morza i przygotowania temu towarzyszące jak i otwarcie drzwi w tym pierwszy wzrok, dotyk, zasunięciu zasłon i Textu „ściągaj gacie, będziemy się całować”… nie da się opisać emocji jak i podnieceniu towarzyszącemu tej chwili. 

    Fot Maikel.photography

    Inaczej żyje się jako singiel, Inaczej żyje się w zakochaniu, Inaczej żyje się w kochaniu, Inaczej żyje się w miłości, Inaczej żyje się mając rodzinę, w której chce się być.
    Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i kwestia cielesna a raczej jej brak jak w naszym związku z racji rozłąki, zawsze będzie. Będzie nam brakowało. Dla mnie sex ma ogromne znaczenie i mam to szczęście, że takie samo dla Piotra. Oboje cholernie odczuwamy jego brak. Ale oboje wiemy, że poza sexsem jest coś więcej. Pewnie wielu z Was machnie ręką, typu paplanie na ekranie. Ale miłość i chęci dotyku tej jedynej osoby, zwyczajnie istnieje i my ją czujemy. 
    Jestem staroświecką romantyczką. Mam nowocześnie poznanego męża. Jestem na tyle szalona, by żyć ze świadomością, że już zawsze będzie mi brakowało…. Ale w snach i marzeniach zawsze się przed nim rozbieram, a On rzuca mnie na łóżko czy stół, pralkę musieliśmy kupić już nową. Sny…Marzenia. Nie wiem czy lepiej je mieć i cierpieć, czy cierpieć, że się ich nie ma…Gdy On na statku, mamy to szczęście, że jest możliwość rozmów przez kamerkę…
    Oczy potrafią pieścić lepiej i dokładniej niż dłonie. Wzrokiem obejmuje się całość naraz. Dotyk zaś jest ograniczony tylko do jednego miejsca. Patrz mi w oczy.
    Jerzy Kosiński- Wystarczy być

    Fot Fotoszuflada


    Często tak jest że..a co ja pieprze, kogo chcę oszukać. Często tak jest że, nie potrafię przed lustrem pomalować ust do końca, bo moje ciało domaga się Jego dotyku. Często tak jest że, nie mogę zasnąć z tęsknoty za Jego wzrokiem, Jego dłońmi, ustami. Często tak jest że… brakuje mi… Często tak jest że… drżę 
    – Drżysz cały, co ci się stało?- Ty mi się stałaś.- Piotr Adamczyk Powiem ci coś

    Fot Ania Żupańska


    W zemście i miłości kobieta jest bardziej barbarzyńska od mężczyzny…ale mężczyzna nigdy nie będzie równie delikatny jak kobieta…
    Nie lubię nudnego kochania się, jak to mówią Niemcy „tylko w niedziele jak ptaki śpiewają”, nie lubię gdy…mi brakuje. Wiem, że pół światu tego kwiatu i mogłabym…na chwile zdjąć obrączkę i zadać sobie pytanie – związek z marynarzem, zaufanie czy układ? I nie czekając na odpowiedź… dać się ponieść „braku…”, ale lubię Piotra mocny uścisk i z Jego jeszcze mocniejszym szarpnięciem dłoni we włosach.

    Fot Fotoszuflada

    A we mnie samym wilki dwa, oblicze dobra…oblicze zła… Walczą ze sobą noc w noc, wygrywa ten, którego karmię!!!…

    Fot Fotoszuflada

    Związek z marynarzem. Zaufanie czy układ. brak sexu, gdy potrzebuje go co dzień, gdy potrzebuje go co noc… mocny, nienudny, silny. Pozostało mi jedno… gdy On na lądzie – “pieprz” swoje braki. Gdy On na morzu, módl się o zasięg.

    Fot Ania Żupańska
    Fot Fotoszuflada/Maikel.photography
  • Blog,  Lifestyle

    #Adopcja

    Witajcie kochani w naszym świecie. Jak już wiecie od kilku dni, nasza rodzina się powiększyła.

    ATENA

    Nasze życie się odmieniło, przybyło obowiązków ale i ogromnej miłości i radości. Dzieci cudownie wychowują się przy zwierzętach. Uczą się dyscypliny, odpowiedzialności oraz wrażliwości. Całe życie marzyłam o psiaku, lecz moi kochani rodzice się tego wyzwania nie chcieli podjąć, moja mama zawsze była przeciw, zawsze się bała, a niedawno została ugryziona przez dużego psa co tylko pogłębiło Jej strach. Gdy wspomniałam Jej, że adoptujemy psiaka…strasznie się przestraszyła ogromem obowiązków (w końcu Piotr wypływa na 4 miesiące) i wszystko spadnie na mnie. Jednym słowem – była na nie, co nie pozwalało nam w pełni się cieszyć. Z jednej strony dobrze, że nie mieliśmy psa za dziecka, moja okropna historia choroby nie pozwalałaby na opiekę nad psem… a może był by zbawieniem… Tego nigdy się już nie dowiemy. Na szczęście moja rodzina wypełniła każdą pustkę i ocierała każdą łzę bólu. Piotra prosiłam, wręcz błagałam przez prawie 8 lat jak jesteśmy razem, ale On w naszym związku jest tym rozsądnym i odpowiedzialnym i z troski o mnie zwyczajnie się bał. To tak samo jak z domem, ja marzę o domu, ale Piotr obawia się obowiązku który na mnie spadnie, zwłaszcza z domem piętrowym. Teraz urabiam Go na dom parterowy 😀 Na zlocie w militarnym w Borne Sulinowo, poznałam Tomka z K9THORN i Jego Zoe. To była miłość od pierwszego wejrzenia, jak widzicie na zdjęciu.

    ZOE (K9THORN)

    Z Tomaszem poczuliśmy od razu wspólne ciepłe fale przyjaźni, bardzo Go z Piotrem szanujemy za to, jak ogromną ma wiedzę odnośnie psiaków, szkoleń i wszelkiego rodzaju tresur i zachowań, wychowań.

    Jak wytresować żonę marynarza – K9THORN

    Wiedział jak bardzo naciskam na Piotra o psiaka, od roku, pomagał mi w spełnieniu tego marzenia. Teraz już Piotr miał 3 osoby ZA tym bym powiększyć rodzinę. 3 osoby, bo Lauri bardzo chciała psa, nie chciała być sama. Ona bardzo przeżywa fakt, że Piotr wypływa na 4/5 miesięcy. Z każdym kontraktem jest starsza i coraz bardziej odczuwa, widzi i boli Ją brak taty. Wpada w panikę za każdym razem gdy Jej ukochany tatuć wychodzi do sklepu sam i zamyka za sobą drzwi. To dla nas rodziców okropny ból i widok. Jak napisałam wyżej, dzieci się cudownie wychowują przy zwierzętach, dlatego ten fakt również pomógł nam złamać Piotra. Jak wiecie, Piotr i Laurka od urodzenia są jednością i więź, która ich łączy jest conajmniej wyjątkowa. Nadszedł ten cudowny bardzo późny wieczór. Piotr na statku. Lauri śpi pięknie, a ja…. Dostaję od Tomasza wiadomość. Zdjęcie Ateny (za schroniska Kenia) z wiadomością – “Bierz i się nie pytaj”.

    Bezdomniaki z Chrycynno – wolontariat

    Widzicie na zdjęciu jej piękny pyszczek, jej przekręcony łepek i tak jak Tomasz powiedział… jej cudowne ludzkie oczy. Jej oczy rozłożyły nas na łopatki. Serce zaczęło mi bić 100 x mocniej, milion myśli jak przekonać Piotra. Tomasz kół żelazo póki gorące haha od razu dzwonił do schroniska, dowiedział się wszystkiego i kolejna wiadomość od Niego – rano dzwonisz do schroniska, wszystko już ustalone. Możecie sobie wyobrazić jaka byłam podekscytowana, co nie pozwoliło mi zasnąć przez całą noc. Bombardowałam Piotra wiadomościami (na szczęście różnica czasu na to pozwalała), że oddam każdy Paryż, każde perły za to, by ONA była nasza. Piotr oczywiście, z troski zaczął mi wymieniać wszystki obowiązki i milion minusów, ale ja widziałam tylko plusy. Dla mnie nie ma minusów, znacie mój uparty charakter i motto życiowe…” wystarczy chcieć”. Postawił mi warunek – zrobisz prawo jazdy, bo będziesz potrzebowała do jazdy z K9THORN na wszystkie ich szkolenia. Oczywiście się zgodziłam i jak już wiecie, prawo jazdy w toku. Psiaka jako psiaka typowo domowego bała bym się wziąć. Ale Atena musiała być już szkolona, bo jest niesamowicie ułożona i posłuszna. Będzie z nami jeździła na każde szkolenia, w Gdańsku od 6 maja rozpoczyna szkołę. Jednym słowem, jestem za tym by psiaki były szkolone. To zwierzę stadne i musi w domu panować hierarchia. Pies jest szczęśliwy, gdy ma nad sobą pana,panią i On sam zna swoje miejsce w stadzie. Do psiaka trzeba podchodzić z serduchem, w końcu to członek rodziny, ale trzeba też pamiętać o jego pochodzeniu i tym czego potrzebuje. Za dużo w życiu przeszłam by nie zdawać sobie sprawy z powagi sprawy posiadania psiaka i ogromu obowiązków. Wiem, że psiaka trzeba wyprowadzać, a ja często z bólu nie mogę zrobić kroku. Ale do cholery jestem matką, a to największa odpowiedzialność jaką może mieć człowiek. Jestem dobrą matką i daję córce wszystko czego Jej trzeba. Pogodziłam się z bólem już ponad 20 lat temu. Ja nie wiem jak to jest żyć bez bólu. To moje przekleństwo ale i jestem wdzięczna, że dzięki temu wiem, że żyję dziś i chce żyć jutro. Wiem, że dam radę, bo zwyczajnie w świecie CHCĘ dać radę. A widok szczęśliwej Laurki jest dla mnie, jest dla nas rodziców najpiękniejszym lekarstwem na całe zło tego świata.Umówiliśmy się ze schroniskiem na odwiedziny i poznanie Ateny. Lauri zawieźliśmy do rodziców. Nie chcieliśmy Jej brać, bo wiemy, że przeżyłaby bardzo fakt, że odjeżdżamy bez psa. Tomek dał nam kolejną bardzo mądrą radę „zabierzcie Atenie maskotkę Laurki, by czuła i Jej zapach i się do niego przyzwyczaiła”. To było najlepsze co mogliśmy zrobić.

    Jak widzicie na filmie, gdy Ją już w trójkę odbieraliśmy, Ona strasznie się cieszyła na nasz i Laurki widok, bo pamiętała nasz zapach, zapach domu. To był piękny dzień, który przewrócił nasze życie do góry nogami. Ale my tacy jesteśmy, spontaniczni, zwariowani i zawsze idący pod prąd…ale pod prąd idziemy zawsze pod rękę a teraz również z jedną łapą przy nogach. 

    ADOPCJA krok po kroku

    Zadajecie nam milion pytań, czy nie boimy się tak dużego pas przy Laurce. Nie nie boimy się, ponieważ nie wielkość psa ma znaczenie a jego rasa. Pamiętajcie, że przy szkoleniach psiaka, nie tyle co szkoli się psa, co człowieka. My Laurkę przygotowywaliśmy i uczyliśmy jak Ona ma i może do Ateny podchodzić i na jakie gesty, ruchy i zachowania musi uważać. Pamiętajmy, że dzieci są bardzo mądre, a pies…… zawsze powtarzam, że „tak długo jak człowiek myśli, że pies nie czuje, tak długo pies myśli, że człowiek nie czuje”. Wiem, że pies ma pierworodny instynkt i dlatego, powinien być szkolony = tak samo jak człowiek, a wtedy można stworzyć piękną rodzinę.

    Laurka z Ateną. Razem przez życie <3

    O taką rodzinę walczymy każdego dnia. Ludzie często za dużo myślą tam, gdzie powinni czuć, a za dużo czują tam, gdzie powinni myśleć. Jesteśmy kowalem własnego losu, jeśli o tym zapomnimy i nasze życie przeleżymy na kanapie, to będąc już „babcią’dziadkiem” w fotelu, stwierdzimy, że nie mamy żadnych wspomnień co by nam krew burzyło. Życie mamy jedno, każdy chce być szczęśliwy. Wpuśćmy do naszej rodziny tych, których chcemy mieć przy sobie.

    My jesteśmy rodziną kompletną. Mam Piotra, który jest miłością mojego życia i bez którego nie wyobrażam sobie życia, mamy Laurkę, która jest naszym cudem i spełnionym marzeniem, mamy psiaka, który wypełnił nasza rodzinę dodatkową miłością i chęcią by….żyć. Żyj i Ty…To Twój czas START.

    Ps gdy pojechaliśmy do moich rodziców z Ateną, moja mama zwariowała. Zwariowała na Jej punkcie. Cały czas ją głaskała, się z nią bawiła i Jej najpiękniejsze słowa….Witaj w rodzinie. Jak widzicie, w życiu człowiek zawsze ma serce otwarte, nie zamykajmy się na niespodzianki, które przyniesie nam los. Amen.

  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Zagrałam główną rolę, we własnym filmie…

    Piotr widząc jak Laurka wpatruje się w Niego swoimi wielkimi oczkami, pyta się
    “O co chcesz zapytać kochanie”
    Laurka odpowiada
    “Tatusiu, a gdzie właściwie jest mama ?”
    Piotr, przełykając cieżko ślinę, zdaje sobie sprawę że nadszedł czas…by Jej to powiedzieć:
    “Mama jest w Niebie”
    Córeczka spojrzała się na tatę i zapytała:
    “Czy możemy Ją tam odwiedzić ?”
    Ledwo powstrzymując się od łez, Piotr odpowiada:
    “Córeczko, Niebo jest bardzo daleko”
    Na co Laurka odpowiada:
    “Ale wszystkie dzieci mają mamę”
    Piotr na to:
    “Ty też ją masz, jest aniołem”
    Laurka opuszczając główkę, po policzkach spływają łzy, mówi:
    “Aniołem, który mnie nie przytula…”
    Piotr bierze Ją w ramiona, przytula z całych sił i szeptem wydusza z siebie:
    “Ale aniołem, który zawsze Cię pilnuje, który chce tylko Twojego szczęścia i który płacze zawsze…gdy tylko Ty zapłaczesz”…

    Mam nadzieję, że to pozostanie snem, koszmarem, lękiem, kiepskim scenariuszem filmowym…Tak bardzo boję się że pewnego dnia zostanie mi to brutalnie odebrane, jak wszystko o co musiałam walczyć i nadal walczyć muszę.
    Życie jest takie kruche, a tak niewielu ma tego świadomość. Tak to już w życiu jest, że zdrowi ludzie mają 1000 życzeń, gdzie chory…gdzie ja mam tylko jedno…chce widzieć jak moja córeczka dorasta, chce na swoich nogach odprowadzać ją do przedszkola, szkoły…chce jak najwięcej czasu spędzać z Piotrem, bo i tak mamy go wspólnie mało. Chcę jadać ze swoją rodziną śniadania…przez wiele lat.
    Zdrowi ludzie, nie zdają sobie sprawy jaki jest cenny dar móc spędzać ze sobą czas, jak bardzo jest on organiczony. Jakie to szczęście mając dzieci, być przy tym gdy one czasami marudzą czy są nieznośne. Te chwile są ulotne, życie jest ulotne. A ja… Boję się to wszystko stracić.
    Przeraża mnie myśl, że operacja która nadal mnie czeka (zawsze mnie jakaś czeka), może wywołać kolejne piekło. A nie chce by córka na to patrzyła i nie miała mamy co noc przy sobie, gdy tata na morzu. Na mojej osobie tylu lekarzy popełniło błędy, tak jak ostatnio gdy na stole operacyjnym „ oruszono” mi płuca i tknięto tętnicę zakładając wejście centralne. Wtedy też lekarze mi na stole powiedzieli, umrzesz… Teraz gdy jest Ona, gdy jest Laura, to wszystko nabrało większego rozmiaru.


    Nie chce byście kiedyś w domu znaleźli w szufladzie moją książkę “Droga do marynarza” i westchnęli z myślą, szkoda dziewczyny i jej rodziny…
    Kochani, nie mówię tego… Bo wszyscy tak mówią. Uwierzcie mi, że każde te słowo pochodzi z serducha i mojej historii, łapcie chwile. Nie marnujcie życia na puste działania, na kłótnie, na nienawiść. Nie marnujcie czasu na brak chęci czy odkładanie na pózniej. Nie odkładajcie rodziny na później. Nie odkładajcie siebie na później, życie to najcenniejsze co mamy a nasz czas to najcenniejsze co możemy dać drugiej osobie. Życie mamy tylko jedno i trzeba często cholernie ciężko i ostro o nie walczyć… Ale warto. Warto kochać, warto się uśmiechać, warto pomagać i warto wierzyć…marzenia się spełniają a cuda zdarzają. A ja Kocham żyć i nie dam sobie tego odebrać.


    Cytat z książki “Droga do marynarza”;
    “(…) Życie jest kruche, a nie wielu z nas potrafi do dostrzec.Ucieka nam między palcami, czy to jesteśmy zdrowi, czy borykamy się z chorobą. Życie wymaga więcej uwagi niż mu poświęcamy. Staram się cieszyć każdym dniem do granic możliwości, ale nie oznacza to skakania na “bungee” (nawet gdybym mogła),lecz raczej spędzanie całego Bożego dnia na kanapie, wtulona w największą swoją miłość. Są to chwile, których nikt nam nie zabierze…A mamy ich tak mało,gdyż za chwilę morze zawoła…Morze, które zawsze kochałam, do którego zawsze mnie ciągnęło..teraz już wiem dlaczego.(…)”
    “(…) Gdy przyjdzie nam toczyć walkę z własnym ciałem, stajemy się bezwzględni, a nagrodą za wygranie tej walki…może być tylko prawdziwa miłość (…)” 
    Ściskam Was wszystkich, bo dobrze nam życzycie, bo jesteście z nami i nas wspieracie. Walczcie o siebie i swoje wartości, walczcie z całym światem, walczcie tak jak ja, krwią, potem i łzami. Walczcie choćby wszystkie gwiazdy na niebie gasiły Waszą chęć. Wiara w siebie i swój cel…ona Was poprowadzi. Macie Te Moc, tylko w siebie uwierzcie !!! Amen 

  • Blog,  Lifestyle

    Przysięga ojca

    Słowo od Piotra, miłości mojego życia – “Słowa mogą wiele, ranić, pocieszać, uszczęśliwiać i leczyć. Tylko jednego nie potrafią…nie potrafią być cofnięte…Są ludzie, w naszym życiu, którzy sprawiają że Twoje serce bije szybciej, wody są spokojniejsze a wiatry przychylniejsze… Dlatego pijąc kawę z bogiem marynarzy, pijąc kawę z Posejdonem, powiem coś, czego nie chcę cofnąć…Kocham Cię, Kocham Was i proszę Was, czekajcie za mną. Mi wcale nie jest łatwo być daleko od Was, od swojej rodziny, od swojej wymarzonej żony i ukochanej córeczki. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie piękny dzień i cieszycie się życiem. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie dzień pełen bólu i przeklinacie to, że nie ma mnie przy Was…Proszę Was, ja chcę tylko jednego, czekajcie na mnie…Ja do Was wrócę.”
    Bo marynarzem nie można się stać, nim trzeba się urodzić…



    Przysięga ojca ❤️🔱
    Nie wierzyłem, że można kogoś tak kochać. Nie wierzylem, że można za kimś tak tęsknić. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Jesteś moją córeczką, moja księżniczką i moim sensem życia. Zawsze będę Cię Kochał, będę o Ciebie dbał, zawsze będę Cię chronił. Będę Cię bronił przed kolegami w przedszkolu, będę z Tobą chodził na Twoje randki, będę Cię wspierał w każdej Twojej mądrej decyzji i zachciance. Zawsze będę dla Ciebie bohaterem i pierwszą miłością życia. Nigdy Cię nie opuszczę moja córeczko, bo wszystko co robię z Twoją mamusią…robimy dla Ciebie. Kocham Cię i proszę Cię o jedno. Zawsze Walcz o swoje marzenia. Bo Ty spełniłaś nasze…przychodząc na świat.




    Pytaliście się mnie w Q&A jak sobie radzę z rozłąka, gdy nie ma mnie przy moich dziewczynach i czy są dni w których tęsknię bardziej lub mniej… Celowo nie odpowiedziałem na te pytania na stories, bo jest to temat o wiele bardziej złożony żeby można było na niego odpowiedzieć w kilku krótkich zdaniach. Jeśli chodzi o rozłąkę to miałem to nie bywałe szczęście i możliwość ustawienia sobie z moim zmiennikiem kontraktów, że na ten najważniejszy dzień, czyli przyjście naszej córeczki na świat byłem w domu. Byłem przy porodzie i przecinałem pępowinę. To był zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni mojego życia to jest pewne. Udało mi się być świadkiem pierwszych kroków naszego Skarba i wielu wielu innych rzeczy. Ominęło mnie pierwsze słowo, które Laurka wypowiedziała, a nie skromnie dodam, że było to tata hahaha wiem wiem, że Karinka mnie za to zabije. Ale wracając do rozłąki to mogę powiedzieć Wam jedno, że w naszym marynarskim życiu są wzloty i upadki, są rozstania i powroty, są rzeczy, które nas omijają i te, których jesteśmy świadkami. Na pytanie jak sobie z tym radzę jest bardzo ciężko odpowiedzieć. Oboje z Karinką wiemy na jakie życie się zdecydowaliśmy i jakie to niesie ze sobą konsekwencje, ale my jesteśmy dorosli, świadomi gorzej wytłumaczyć to dziecku. Często jest bardzo ciężko będąc na morzu i mając ogromne szczęsśie, że mamy często internet i możliwość rozmowy na video oglądać co mnie omija w rozwoju naszej córeczki. Rośnie tak szybko i rozwija się w takim tempie, że nie da się wszystkiego nadrobić albo być świadkiem i to jest smutne. Smutne jest to, że nie byłem na pierwszym Laurki przedstawieniu w przedszkolu (na szczęście będę na dzień taty), nie mogłem usłyszeć na żywo jej wierszyków i piosenek… Niestety będzie wiele takich momentów, w których moja obecność on-line nigdy nie będzie wystarczająca, ani dla mnie ani dla Laurki. Dzięki Bogu mam wspaniała żonę, która idealnie wychowuje naszą córeczkę i za każdym razem tłumaczy Jej dlaczego tatuś musiał wyjechać.

    Córeczka wybierała skarpetki. Tylko prawdziwy bohater swojej córeczki, ubierze to, co Ona dla Niego wybierze <3
    Gdy córeczka chce się bawić we fryzjerkę…a tatuś oddaję jej swoją… głowę 😀

    Choć jak pokazuje przykład mojego zmiennika nie zawsze się udaje. Chyba z rok temu Paweł przyjeżdża mnie zmienić i mamy chwilkę czasu na przekazanie obowiązków oraz nadrobienie trochę naszej znajomości. Pytam się Go jak wyjazd, a Paweł mi mówi że jego córeczka następnego dnia po Jego wylocie przy rozmowie video mówi, że tatuś nie musiał wyjechać w morze, żeby przywieźć pieniążki, bo ona ma skarbonkę i może ją dla niego rozbić…. Tak samo Laurka pokazuje mi zabawki i mówi, że już wszystkie ma i mogę wrócić… No i co zrobić w takim momencie? Po prostu dostaje się emocjonalny totalny wpierdol. Nie ma przed tym żadnej ucieczki, ani żadnej magicznej receptury, to po prostu musi nastąpić, bo nasze dzieci są cholernie mądre i cholernie tęsknią. Sam nawet nie wiem jak sobie radzę z naszą własną rozłąką. Czasem jest łatwiej czasem jest gorzej. Najgorsze są momenty jak Laurka mówi jak bardzo tęskni za mną, albo jak nie może się doczekać kiedy wrócę i zrobię porządek z Jej kolegami z przedszkola ;)drżyjcie rodzice, to są cholernie ciężkie momenty, bo wiem że kiedy mnie potrzebuje to mnie przy Niej nie ma… Też nie mam ani nie posiadam magicznego eliksiru, który pomógł by to jakoś przetrwać, po prostu trzymam się pewnej zasady i reguły, że jak przyjadę do domu, to z całego serca i sił będę tylko dla Niej, próbując zrekompensować brak mojej obecności i trzymając się mojego urodzinowego życzenia, by każdego dnia mogła powiedzieć, że jestem jej bohaterem.

    Zdjęcie Ania Żupańska

    A czy tęsknię? Tęsknię przeogromnie i naprawdę brak jest słów żeby to opisać.

    Niestety… każdy musi w życiu pracować, również jako marynarze, czy inne zawody wymagające rozłąki od rodziny. Ale MY również… tej naszej i własnej rodziny pragniemy i potrzebujemy. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nie robotami. Każdy chce mieć swój dom.

  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Pokazałam siebie naprawdę…

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Nie mam super figury, wymiarów 90-60-90, nawet płaskiego brzucha. Do modelki mi bardzo daleko (mimo że o tym marzyłam)… ale jestem sobą. Mam krągłości, mam blizny… bo mam historię. Jedni mnie kochają, inni lubią, a jeszcze inni nienawidzą. Czyniłam dobro i czyniłam zło. Wychodzę czasami bez szminki i czasami nie daję rady okiełznać włosów. Jestem szczera i często szalona. Nie chcę się zmienić. Jeśli Kocham, to całym sercem. Nie przeproszę nikogo za to kim i jaka jestem.. bo jestem jaka jestem. Dlatego pieprzyć spodnie, gdy lato gorące. Kto nie chce, niech nie patrzy, kto musi niech wyśmieje. Mam to w dupie. Nie Kocha się drugiej osoby bo jest bogata czy biedna, zdrowa czy chora, silna czy słaba, ładna czy brzydka, wysoka czy niska. Kocha się bo jest… wyjątkowa, tak po prostu, bo jest. Kobieta w bikini pokazuje 90% nagiego ciała, a mężczyzna i tak będzie patrzył tylko na te pozostałe zakryte 10%. Ja mogę latać z gołymi cyckami a i tak noga skradnie im show. 

    Fot Maikel.photography

    Czytacie moją książkę “Droga do marynarza”, więc wiecie jak wyglądam, jak zmieniam się w robocopa.

    Ona – Widzisz tą 16 letnią dziewczynę z jej rocznym dzieckiem?

    On – Dziwka.

    Ona – Została zgwałcona!!!

    Ona – Widzisz tą grubą dziewczynę?

    On – Wow ale tłusta.

    Ona – ona cierpi na chorobę przez którą zawsze zostanie jej nadwaga!!!

    Ona – Widzisz tego oszpeconego mężczyznę?

    On -Ochydny potwór.

    Ona – on wbiegł do palącego się domu i tak uartował dziecko przed śmiercią!!!

    Mnie też ktoś już wiele razy tak skrzywdził… i za każdym razem tak samo boli… choć dziś dzięki Piotrowi i teraz Laurce mam to wszystko w dupie. Bo dla Nich jestem piękna !!! A Ja z siebie dumna !!!Nie ocenia się ludzi… jeśli nie zna się ich (mojej) Historii.

    Cytat z książki Droga do marynarza;”(…) lekarz prowadzący M przyszedł mi zrobić opatrunek. Uwolnił nogę z bandaży użytych przy operacji. To, co wtedy ujrzałam, nie przypominało choćby tylko w najmniejszym stopniu mojej nogi. Wpadłam w szok, zaczęłam płakać, dostałam natychmiastowej gorączki. Krzyczałam: “Gdzie jest moja noga, co z nią zrobiłeś ?”!!! Nie było odpowiedzi. Podano mi silny lek uspakajający, po którym zasnęłam. Następnego dnia przekonałam się, że nie był to tylko koszmar. Od potwornego bólu gorsza była świadomość, jak bardzo zmasakrowane zostało moje ciało. Potrzebowałam bardzo dużo czasu, aby dojść do siebie. Szczerze mówiąc, to nawet jeszcze dziś nie mogę powiedzieć, że czas leczy rany….”

    Fot Maikel.photography

    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Fot Maikel.Photography

    Mam dosyć tego, że Nie wiem jak to jest żyć bez bólu, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć z ograniczeniami, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć na krawędzi z amputacją nogi w tle, mam dosyć tego że czuje przeszywający ból, ból, ból. Mam dosyć tego, że nie mogę zrobić wielu rzeczy ze swoim dzieckiem, a kocham Je najmocniej na świecie, mam często dosyć tej cholernej odpowiedzialności jaką jest posiadanie dziecka, bo zwyczajnie padam na pysk. Mam dosyć tego siedzenia w domu i bawienia się przez „24/h i w tym częstego mówienia „Nie wolno”, bo poza zabawą przede wszystkim muszę wychować córkę na dobrego i mądrego, wrażliwego człowieka. A to mi się udaje. Mam dosyć obwiniania siebie, że przez swoje kalectwo nie jestem w stanie dać córce po prostu czegoś więcej. Mam dosyć tego !!!

    Fot Maikel.photography

    Wielu ludzi, tak ja ja z podniesioną głową przejdzie przez pole bitwy, choćby walka trwać miała całe życie. Ale… Ale są ludzie na świecie, dla których to za dużo ? Za mało kochają siebie ? Za bardzo chcą współczucia ? Za mało pomocy otrzymują ? Za dużo ludzi stracili ? Za słabo o siebie walczyli ? I sięgają… po alkohol. To gówno NIGDY nie było i nie będzie pomocą. Alkohol rozwiązuje wszystko… rozwiązuje prawdziwą odwagę, alkohol rozwiązuje zdrowie, przyjaźnie, rozwiązuje rodzine, dom… nie rozwiązuje jedynie problemów.. BO problemy potrafią pływać i się mnożyć i rzucić człowieka na ziemię.

    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Fotoszuflada

    Taka właśnie JA, dziś proszę Was, ba wyzywam Was do walki o życie, zdrowie, marzenia, miłość, o wszystko na czym Wam zależy! Można leżeć na kanapie i czekać na to co przyniesie nam los nie mając na to wpływu… Ale to nie moja droga i nie chce by była Waszą. Ja chce #wstać #walczyć i #wygrać… i chce byście razem ze mną podjęli tę walkę. Chce razem z Wami wstawać po porażkach i świętować ciężko zapracowane sukcesy!!! Bo nie będę Was okłamywać, że coś przyjdzie samo, nie będę Was okłamywała, że dokonanie wyboru będzie łatwe, ale obiecuje Wam…że będzie warto. Ja też płaczę w poduszkę, w łazience, płaczę przy stole gdy córka nie widzi a mąż nie słyszy. Ja też płaczę, bo zwyczajnie chcę choć jeden dzień, choć przez jedną chwilę poczuć to…co czuje zdrowy człowiek. Ale wiem, że choć wyrwałabym sobie serducho to i tak…Wiem, że tego nie zmienię i wiem, że płacz nie boli, on oczyszcza umysł i daje sił. Każdy z nas ma swoje problemy i każdy z nas się z czymś zmaga. Każdy z nas ma wybór. Ja swojego dokonałam i będę go broniła jak lwica bo mój wybór mimo mojej drogi w życiu która ma imię „ból, sprawia że jestem najszczęśliwsza kobietą na świecie. Uśmiechać się prawdziwie i szczerze, to dar od losu i mój własny wybór. Dzięki sobie i dla Nich, dla swojej rodziny założyłam rękawice i podjęłam walkę o resztę swojego życia.

    “To niemożliwe“ powiedziała duma.

    “To ryzykowne“ powiedziało doświadczenie.

    “To bezsensu“ rzekł rozsądek.

    “Daj sobie szanse“ wyszeptało serce.

    Po prostu…#wstan i #walcz, #wygraj swoje życie, dokonaj wyboru i z podniesioną głową ponieś odpowiedzialność na swoje życie. Czuć się wolnym człowiekiem w swojej skórze, to uczucie, którego nie kupisz, to uczucie które możesz wygrać, tylko poprzez dokonanie własnego wyboru. Żyj i się nie bój. To Twój, to Nasz CZAS START.

    Fot Fotoszuflada

    Żyję, mam swoją własną, najpiękniejszą rodzinę. Chce mi się… być, czego chcieć więcej. Znam swoje granice, nie interesują mnie one, ale je znam. A tylu z nas popełnia błędy w tym że tam gdzie powinni myśleć, to wolą czuć, a tam gdzie wystarczy czuć, za dużo myślą. Szanujmy drugiego człowieka, bo jesteśmy tego warci, a fajnie co rano spojrzeć w lustro z czystym sumieniem i powiedzieć sobie – Bravo Ja ! Żyj Teraz, chrzań co powiedzą ludzie. Żyj !

    Fot Fotoszuflada

    Tak naprawdę to, jedyną niepełnosprawnością w naszym życiu jest złe nastawienie, niewiara w siebie, lenistwo i chęć wyręczenia nas.
    Dla mnie zawsze największą motywacją było i jest, gdy ktoś powie – I tak nie dasz rady. Kto nie da rady, ja?

    Każdy da radę, bo jak to powiedział Madison James – “Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału.Tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień.


    Cytaty z książki Droga do marynarza-prawdziwa historia;
    “…Po chwili (nie wiem ile trwała,lecz po czynnościach wykonywanych przez lekarzy nie mogło być to długo od zaśnięcia)…przebudziłam się!!! Poczułam okropny ból przesuwającego się skalpela (znałam już przecież to uczucie)wzdłuż nogi.Krzyczałam ‘Ja nie śpię…..”


    “…Pani Ula poprosiła mnie, żebym wybrała sobie jeden cel, jeden powód, dla którego warto wyćwiczyć zgięcie nogi i trzymać się tego z całych sił, choćby mnie ból rozszarpywał. Tak też zrobiłam. Zagryzałam zęby, zagryzałam nawet kij od miotły, który mi pani Ula podawała, żeby tylko móc ćwiczyć…”


    “…zawsze oglądało mnie równocześnie kilkudziesięciu lekarzy i studentów. Czułam się okropnie, wystawiona na pośmiewisko. Oglądano mnie jakbym była eksponatem muzealnym z książki “Kiedy byłem dziełem sztuki” Erika-Emmanuela Schmitta…”


    “…Czasami nie wiem już co odpowiadać ludziom, którzy patrzą na mnie z politowaniem, lub śmieją się, że niby jestem “głupia” i nie ubieram szortów (oszpeconej nogi nie widać od razu). Lub myślą sobie: “Jaka jesteś biedna, że jesteś na to skazana”. Najgorsze są jednak wścibskie pytania, wyśmiewanie się ze mnie i komentarze typu – “Otwórzcie drzwi bo kaleka idzie! Jak długo będziesz jeszcze tak chodzić o tych kulach (jednej), po co Ci one, wyrzuć je, lepiej jest chodzić bez nich. Dlaczego nie pobiegniesz?Dlaczego łazisz tak wolno. Zróbcie miejsce dla kaleki…”Ludzie nawet nie wiedzą jak bardzo to boli i rani. Przecież ja sobie takiego losu nie wybrałam. Choćbym sobie serce wyrwała, nie jestem w stanie być taka jak “oni”, po prostu piękni, zdrowi i sprawni….Nie dam rady…”


    “…Po zebraniu, gdy wychodziłam zażenowana, podszedł do mnie pewien obleśny, starszy pan i zapytał: “Ile cenią się kalekie dziewice, bo chyba nie za drogo”. Mój świat się zawali. Chciałam jak najszybciej uciec, a biec nie potrafiłam…”


    “…Nagle wydawało mi się, że wszyscy się na mnie patrzą, moja wyobraźnia się rozpętała. Widziałam siebie jako klowna w cyrku po nieudanym występie, gdzie każdy widz wytyka mnie palcem, wyśmiewając i obrzucając pomidorami…”


    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…
    Niepieszczotliwie nazywają mnie –
    Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…


    Ale choć i tak zawsze coś zakuje w serduchu, to jednak JUŻ nie robi to na mnie większego wrażenia, gdyż tak jak zawsze powtarzam, nigdy nie wiemy jak silni jesteśmy, dopóki bycie silnym nie stanie się naszym jedynym wyjściem. A słabi będziemy dopiero wtedy, gdy o tym pomyślimy. Otrzymuję pytania, dlaczego nie zrobię sobie operacji plastycznej, czy nie zasłonię blizn tatuażem?

    Ale po co?

    Mam zasłonić coś co jest dowodem mojej siły, mojej walki, mojego przejścia przez cholerne piekło, które czasami o sobie przypomina i woła do siebie? Po co? Czy te blizny powodują że, nie jestem już kobietą? Czy one przyćmiewają uśmiech na mojej twarzy czy ciekawość i miłość do świata? Ja żyję dzięki tym bliznom, również bardziej świadomie ulotności chwil. Jestem szczęśliwa i kocham siebie i nikt komu to przeszkadza, mi tego nie odbierze. Takiego nastawienia życzę każdemu z Was. Bo warto być sobą i o siebie walczyć. Życie mamy jedno i to od nas samych zależy jak je przeżyjemy i ile będzie w nim chwil radości i miłości.

    Fot Fotoszuflada

    Żyj swoim życiem. Nie masz prawa do mojego życia, nikt nie ma prawa do mojego czasu. Walczę o swoje dni od dziecka…od dziecka walczę krwią, potem i łzami. Żyj swoim życiem i daj mi żyć swoim – po swojemu. Cieszę się, że żyję… poczuj to samo, tak po prostu. Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że i w Tobie zostanie chęć do życia i miłość do siebie. Czyń swój świat pięknym, tak jak ja to robię… ale rób to po swojemu.

    The Show Must Go ON !!! Ahoy, Wasza Karina.

    Fot Maikel.photography
  • Blog,  Lifestyle,  Testujemy,  Uroda,  Wywiad

    Projekt ślub <3 odc 1

    Bajka doskonała

    💜
    ⚓️

    Ona – nie jest kanonem piękna dzisiejszych czasów
    On – jest przystojnym mężczyzną w mundurze
    Ona – nie miała szans cieszyć się życiem
    On – zwiedził cały świat
    Ona – miała 34 operacje
    On – 2 poważne wypadki na statku
    Oboje – wiedzą co za szczęście mają…że żyją
    Ona – może kiedyś jeździć na wózku inwalidzkim
    On – Ją zapewnia, że do końca życia, będzie ten wózek pchał
    Ona – żyje w ciągłym bólu
    On – podaje Jej swoją dłoń
    Ona – nie była nawet na balu maturalnym
    On – uczył się tańca
    Ona – jest „kulawa”
    On – gra w tenisa
    Ona – nie ma wyższego wykształcenia
    On – jest marynarzem
    Ona – pragnęła rodziny
    On – chciał swojej ostoi
    Ona – pragnęła wydać swoją książkę „Droga do marynarza”, lecz bała się ludzi
    On – powiedział „nie bój się jestem przy Tobie”
    Oni pragnęli córeczki…mamy córeczkę
    A tak..to się zaczęło
    Ona – zaprosiła Go do znajomych na Facebooku
    On – zachował się jak buc i nie odpowiedział
    Ona – przestała już czekać
    On – się odezwał, przyjechał, zobaczył i został
    Ona – nie zamieniałaby swojego życia
    On – Ją za to Kocha
    Ona – jest najszczęśliwszą kobietą na świecie
    On – czuje, że przy Niej żyje
    Oboje – kochają się śmiać i cieszyć
    Oni…My, krzyczymy Wam, że miłość nie zna różnic. Miłość, to motyle w brzuchu, miłość to, szacunek i akceptacja. Miłość istnieje, jeśli oboje o nią walczymy.

    Zdjęcie Krzysztof Rajczak

    Cytat z książki „Droga do marynarza”; „(…) Nadeszła ta chwila. Gdy Go ujrzałam, „podbiegłam” do drzwi, nie mogąc powstrzymać radości i zdenerwowania. To była ta chwila. To był ten mężczyzna, na którego czekała całe życie. Czułam jak moje serce skleiło się w jedno wielkie uczucie. Nie odstępowaliśmy się na krok. Byłam już dorosła i w pełni mogłam cieszyć się prawami miłości idealnej. (…) Jestem taka dumna z naszej miłości. Jestem taka dumna z Piotra. Jest to bardzo dobry człowiek. Opiekuje i troszczy się o mnie, najlepiej jak potrafi. Cała ta sytuacja jest dla Niego taka naturalna. Zmienił swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Będąc ze mną rezygnuje z wszelkich wygodności, jak i przygód, które niesie życie w związku ludzi aktywnych fizycznie. Wiem, że wielu rzeczy nie jestem w stanie zrobić…nawet Dla Niego. Kiedyś. Zapytałam Go, czy nie będzie mu tego wszystkiego brakowało. Odpowiedział: „Brakować to może mi jedynie prawdziwej miłości, bo zaznałem ją tylko przy Tobie” (…) Dla marynarza miłość ma inne „większe i głębsze” znaczenie. Tak rzadko jest w domu, a jest to miejsce wyjątkowo ważne. Jakże istotna jest w tej sytuacji druga osoba, osoba, która czeka, tęskni i pragnie Jego powrotu. Marynarzem nie można być z zawodu, trzeba się nim urodzić. (…) Przy siłach w tym czasie trzyma mnie jedynie rodzina, dla której zawsze warto się uśmiechać”

    Zdjęcie maikel.photography

    Jestem staroświecką romantyczką i lubię wszystkie historie miłosne, ale najbardziej…lubię naszą.
    Już za dziecka, leżąc zamknięta na sali, przeważnie izolatkach, wymyślałam różne historie miłosne. Marzyłam o białej sukni, o księciu na koniu i pięknym zakończeniu….żyli długo i szczęśliwie.
    Mam księcia w mundurze, na którego świat woła koniu, żyjemy szczęśliwie choć często osobno, będziemy żyli długo, bo oboje tego chcemy i stąd właśnie spełnienie mojego, w sumie naszego marzenia o białej sukni…stąd „PROJEKT ŚLUB”, będzie on najpiękniejszy, romantyczny, z francuską muzyką a co najważniejsze naszą córeczką jako najważniejszy świadek i cud. Będzie on z ludźmi nie na siłę zaproszonymi a z tymi, którzy po prostu chcą z nami być w tym pachnącym białymi kwiatami dniu.
    On w mundurze, ja z Lauri w białych identycznych sukniach rodem z moich snów.

    Zdjęcie Fotoszuflada

    Zdjęcie Fotoszuflada

    On na morzu…a ja zaczynam pierwszy etap projektu. Przygotowania do ślubu, panna młoda rozpoczyna zawsze od siebie. Znalazłam najlepsze i cudowne miejsce w Gdańsku, gdzie ja oddam się przygotowaniom a Laurka będzie mogła być ze mną pochłonięta zabawą, gdzie obie będziemy mogły cieszyć się tym czasem. Takie miejsce znalazłam w www.mojemam.pl Już od pierwszej minuty obie z Laurką zakochałyśmy się w tym miejscu. Piękne wnętrza, uśmiechnięty personel, właścicielka częstuje kawą a Pani Pamela pochłania zabawą malutką. Pierwszy zabieg, który wybrałam, to depilacja pach, laserem LightSheer firmy Lumenis, teraz po kilku dniach po zabiegu, jestem zachwycona efektami. Kolejne zabiegi na twarz i ciało będą pod okiem doświadczonego dermochirurga https://www.instagram.com/tatadermatolog/ , z którym przeprowadziłam bardzo szczegółowy wywiad odnośnie dalszego postępowania. Jestem zachwycona doświadczeniem oraz co bardzo ważne, nie owijania w bawełnę jak i nie mydlenia oczu różnymi propozycjami zabiegów. Lekarz jak i kosmetyczka bardzo rzeczowo podchodzą do klienta/pacjenta z naciskiem na to, by wszystko było skuteczne i by przyszła panna młoda, czuła się dopieszczona tak jak powinna.

    Marta, właścicielka www.mojemam.pl

    Przede mną kilka zabiegów, na które zabiorę Was ze sobą jak możecie obejrzeć we filmie.

    Jestem osobą po 34 operacjach, raku kości i przedawkowaniem chemioterapii, moja skóra jest wymagająca i bardzo mocno oberwała w „kość”, wyprowadzenie jej do stanu „blasku” wymaga doświadczenia. Bardzo pragnę byście wraz ze mną śledzili cały ten gorący etap. Bardzo pragnę byście z nami tworzyli to cudowne miejsce jakim jest https://www.instagram.com/moje.mam/?hl=pl . Chcę się w tym miejscu z Wami spotykać i przy dobrej kawie i śmiechem zabaw, dzieci mogły oddać się w ręce profesjonalistów. Dziękuje, że powstało takie miejsce. Ja zawsze powtarzam, że ze mnie jest więcej z Coco Chanel niż z kury domowej, tym bardziej ciągnie mnie na kolejne zabiegi czy po prostu wypić tam kawę i poczytać Vouge.

    Zdjęcie Fotoszuflada

    Szczęśliwa kobieta, ro szczęśliwa rodzina. A szczęśliwa panna młoda….to gorąca noc poślubna.

    Zdjęcie Ania Żupańska



  • Blog,  Książka

    Recenzja Oli <3

    Hej Karina,

    Przesyłam Ci zdjęcie z Twoją książką prosto ze słonecznej Malty 

    🙂
    Z każdą kolejną stroną coraz bardziej nie mogłam pojąć, że przeszłaś ten cały koszmar. Przerażająca a jednocześnie absolutnie budująca historia o tym, że nigdy nie można się poddawać. Jestem pewna że “Droga do Marynarza” będzie najlepszą pigułką dla wszystkich w podobnej sytuacji. 
    Jesteś bohaterką i silną babką. gratuluję !!

    Ola 🙂
  • Blog,  Książka

    Recenzja Dagmary <3

    hej 

    🙂 poznałyśmy się w sobotę, zakupiłam Twoja książkę, a Ty nawet ją podpisałaś weekend był mocno zajęty, a ja potrzebowałam ciszy i spokoju ” usiądź wygodnie w fotelu, przy dobrej kawie czy lampce wina” – przeczytałam pierwsze słowa, pomyślałam wtedy -za chwilę, skończę tylko “od autorki” – ale kawy już nie zaparzyłam. Książka pochłonęła mnie od pierwszego zdania. Jestem miłośnikiem książek wszelakich i osobiście wolę grube knigi, ale Droga do Marynarza jest jedyna w swoim rodzaju. Wiesz… też coś tam w życiu przeżyłam, droga do mojego Marynarza, również nie była usłana różami i gdy o tym myślę, gdy czytam takie książki jak Twoja, gdy biorę pod uwagę to co los przyniósł mi, mam takie wrażenie, że celowo wybieramy te najtrudniejsze z trudnych Miłości i Najpiękniejsze z Pięknych zarazem. Bo niewiele kobiet jest takich silnych jak my, które biorą na bary kawał życia, walczą z nim, zaciskając zęby z bólu, złe wiadomości duszą w sobie na tyle długo, by mówiąc o nich swoim Marynarzom, były już na tyle silne, żeby ich zabolały jak najmniej… a gdy przychodzą wiadomości piękne, wiedzą doskonale, że niestety przez chwilę (jeśli Marynarz jest na morzu), także i nimi będą musiały cieszyć się w samotności, dopóki nie złapią kontaktu jakiegokolwiek. Upijając więc kolejny łyk kawy (którą wreszcie mogłam sobie zaparzyć 

    ;)), chciałabym Ci cholernie pogratulować siły, odwagi, walki. Piszesz kilkukrotnie w książce, że dość często czułaś się “gorsza, brzydsza”… dżizas, Dziewczyno… gdy widziałam Ciebie w sobotę (bo wiedziałam, że Ty to Ty, bo wypatrywałam Cię bardzo mocno z nadzieją, że będę mogła zakupić Twoją książkę), byłaś najbardziej promienną, szczęśliwą, uśmiechniętą, twardą i meeeega piękną osobą, a właściwie, połakomić się mogę na określenie “osobistością”. Napisałaś pewne słowa, które zapadały we mnie bardzo bardzo mocno, padają na samym końcu. Dziękuję Ci za nie, dziękuję za wspaniałą książkę, dziękuję za podpis w niej, dziękuję za nadzieję, dziękuję za słowa, które są słowami Twoimi a odnoszą się też tak bardzo do mnie… Podpisując książkę, prosiłaś o recenzję, myślę, że zadanie wykonane, zadanie, które było dla mnie wielką przyjemnością… ośmielę się zakończyć takim zdaniem “Takie My Marynarzy”, niby to inne, ale jednak tak bardzo podobne… trzymaj się daga

    Dagmara 🙂