• Blog,  Książka

    Recenzja Oli <3

    Recenzja Oli;
    “Karinko, chcę abyś wiedziała, że Twoja historia poruszyła mnie do głębi… Przeraża wręcz autentyzmem, które w moim 
    odczuciu nie miało prawa się wydarzyć…Rzeczywistość, która przerasta 
    najśmielsze wyobrażenia! Nieprawdopodobnie smutna, a zarazem wspaniała 
    historia walecznej postawy wobec paskudnej choroby, która pokazuje w 
    jaki sposób uwierzyć we własne siły i całkowitą zdolność odrodzenia 
    pomimo potwornych przeciwności losu… To ciągłe lawirowanie wśród burz i
    trudnych sytuacji wykuło Twój piękny charakter. Ukazałaś nam swoje 
    życie w swej najlepszej i najgorszej postaci, a to wymaga od czytelnika 
    zrozumienia oraz odporności na istniejące zło. Ale oprócz ogromu bólu 
    przesyłasz czytelnikowi sporą dawkę nadziei i pokazujesz, że wbrew 
    wszystkiemu są jeszcze na świecie dobrzy ludzie. Inni narzekają na 
    okrutny los. Czują się gorsi od innych. Irytuje ich wygląd, pozycja 
    zawodowa czy status majątkowy. A na Ciebie choroba wydała okrutny i 
    jakże niesprawiedliwy wyrok – nie miałaś gdzie uciec przed tak trudnymi 
    doświadczeniami… Trudno ocenić taką książkę i powiedzieć, że jest ona 
    pasjonująca lub trzymająca w napięciu, ponieważ takie słowa po prostu 
    nie pasują do ciężaru i powagi sytuacji. Faktem jest, że niecierpliwie 
    wyczekujemy zakończenia by dowiedzieć się co się ostatecznie stało, ale 
    niewątpliwie wolelibyśmy aby taka historia nigdy się nie wydarzyła. 
    Książka skłania do przemyśleń i idealnie obrazuje mechanizm: „nas to nie
    dotyczy”, „to nie moja sprawa”. Karinko
    życzę Ci z całego serca aby te straszne wspomnienia wyblakły, żal 
    stracił na sile, a upokorzenia odeszły. Łzy 
    same płyną mi po policzkach i odczuwam niemalże ból fizyczny na samą 
    myśl o tym co przeszłaś… I tak jak już napisałam, jesteś dla mnie 
    wzorem potężnej siły i woli walki o lepsze jutro, a zarazem 
    najdzielniejszą istotą jaką do tej pory poznałam!!! Słowa umniejszają 
    często to co się czuje i przez to nie jestem w stanie dokładnie nazwać 
    uczuć, które są we mnie teraz …. przytulam Cie najmocniej jak potrafię
    choć chwilowo wirtualnie i jestem przy Tobie myślami i sercem! 

    <3
    Jeszcze jedna refleksja – Ponieważ w dzieciach najbardziej lubię to, że są prostolinijne i szczere, chętnie czytuję książki dla dzieci. W jednej z 
    nich o “Pluszowym Króliczku” Margaret Williams, znalazłam passus o byciu
    sobą, który – jak sądzę – świetnie pokazuje, dlaczego spotkania z 
    ludźmi sprawdzają się jeśli chodzi o moje poczucie prawdziwości. A 
    jednocześnie jest idealnym podsumowaniem Twojej książki….
    Na 
    początku opowieści mały Pluszowy Króliczek pyta inną zabawkę, mądrego, 
    starego Konia ze skóry:
    – Co to znaczy PRAWDZIWY? Czy to znaczy, że masz warczący mechanizm i 
    wystający kluczyk?
    – Nie! Chodzi o to, jak jesteś zrobiony. Kiedy Twoje dziecko kocha Cię i
    kocha naprawdę, a nie żeby się Tobą tylko pobawić, wtedy stajesz się 
    PRAWDZIWY!
    – Czy to boli?
    – Czasami – odparł Koń ze skóry, bo zawsze mówił prawdę. – Kiedy jesteś 
    prawdziwy, nie przeszkadza Ci, że to boli.
    – Czy to się dzieje za jednym zamachem, tak jak nakręcanie? – dopytywał 
    się dalej Pluszowy Króliczek – czy po troszeczku?
    – Nie, to nie dzieje się za jednym zamachem – odpowiedział Koń ze skóry.
    – Trzeba się stać! To wymaga dużo czasu. Dlatego rzadko udaje się tym, 
    którzy łatwo się tłuką, albo mają ostre kanty, albo na których trzeba 
    szczególnie uważać. Na ogół, zanim staniesz się prawdziwy, będziesz miał
    już zgłaskaną skórę, większa część sierści wypadnie, oczy Ci odpadną, 
    łapki się obluzują i w ogóle złachmaniejesz. Ale to nie ma znaczenia, bo
    kiedy jesteś PRAWDZIWY, nie możesz już być brzydki, chyba, że dla tych,
    którzy niczego nie rozumieją…”

    Ola 🙂

  • Blog,  Lifestyle

    Dostałam wpierdal…

    Możesz mieć milion znajomych na fejsie na instagramie… ale gdy płaczesz w poduszkę, to zawsze jesteś sama. Gdy mówisz, że płaczesz, dostajesz pół miliona wiadomości co się stało. Gdy płaczesz w milczeniu, to nikt nie zapyta… dlaczego… bo zwyczajnie nikt się tym nie interesuje. Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Może to moja wina, że nie potrafię prosić o pomoc, choć coraz częściej się to zdarza, z podkulonym ogonem na skraju wytrzymałości ? Może to moja wina, bo gdy zaczynam mówić że mi źle… to obija się to często echem lub poklepaniem po plecach ? Może to moja wina, bo nie lubię komuś sprawiać problemu ? Może to moja wina, bo gdy całe życie prosiłam o pomoc w szpitalach, na dworcach, na ulicach… byłam wyśmiewana ? Może to moja wina, bo staram się sobie na sile coś udowadniać… już na kolanach ? Może to moja wina, bo boję się prosić, by nie stracić ludzi, których przy sobie mam ? Może to moja wina, bo gdy bliscy pytają się czy pomoc w czymś, to odpowiadam – dam radę, bo nie potrafię inaczej ? Może to moja wina, bo pokazując radość, czerwone usta i śmiech… za dużo oczekuję… że ktoś dojrzy mokre oczy i jednak przytuli ? Może to moja wina, bo gdy cudowni znajomi pomagają, jeden naprawi wózek, drugi przyniesie leki, trzeci kupi jedzenie, czwarty podrzuci do przedszkola… a ja czuje się wdzięczna ale i tak, jakbym dostała policzek bo sama nie dałam rady ? Może to moja wina, bo tysiące osób, gdy mi źle, zwyczajnie każe włączyć się na lajfie i w sekundę poprawia humor, a ja powinnam o tym pamiętać ? Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Kiedyś byłam silniejsza… bo walczyłam tylko o siebie i wiedziałam, że jeśli zaboli… to tylko mnie. 3 lata temu się to zmieniło… Zostałam matką. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Największy wpierdal w swoim życiu, dostałam od swojej 3 letniej córki. Przez te 3 lata, wychowaliśmy z Piotrem naprawdę mądre i empatyczne dziecko. Wrażliwe na każdy mój ruch. Ale w większości, byłam i jestem z Laurką sama. Czy to odstawienie od piersi, odpieluchowanie, lekarze, pierwszy dentysta, tęsknota za tatusiem… i… skoki rozwojowe. Przy każdych etapach dostaje wpierdal taki, że padam na pysk. Wpierdal emocjonalny. W naszej rodzinie panują zasady. Najważniejsza z nich to; „Jesteśmy jedną drużyną, wspaniałą rodziną”, rodzice nigdy nie uderzą Laurki i nie będą na Nią krzyczeli, a Laurka nigdy nie uderzy rodziców. U nas nie robimy fochów a rozmawiamy. Tyle że… Lauri bardzo często zapomina o ostatniej z reguł, przy której właśnie ja… otrzymuje tzw wpierdal. Oczywiście wiem, że taka jest natura i jest Ona dzieckiem. Musi mieć swój czas na każdy ze skoków by poznać emocje, siebie, świat, nowy etap-przedszkole, rodziców, dobro i zło… ale gdy jestem w tym sama, w moim stanie, z moimi ograniczeniami zdrowotnymi, ruchowymi, zwłaszcza gdy jest zima, a ona jest dla mnie więzieniem i wyrokiem… jest mi zwyczajnie cholernie ciężko. Każdy kontrakt Piotra na statku a mój w domu, nazywam kontraktem życia. Ten również do niego należy. Po Laurki chorobie teraz przez ponad dwa tygodnie, gdy gorączkowala 40 stopni, gdy śnieżyca na zewnątrz… ciężko było i jest ciężko zawsze zebrać się wieczorami do lekarza gdy ja nie mam prawa jazdy. I nie… nie wiem czy je zrobię. Boje się, panicznie się boje, jezdzic z malutką wiedząc, jaka to odpowiedzialność przy moich ograniczonych możliwościach ruchowych. Dostaje wpierdal gdy psuje się wózek i zostaje jak bez ręki. Laurka ociera łzy matki, których widzieć nie powinna i przytula całym swoim malutkim serduszkiem. Jestem z Niej taka dumna, to najbardziej radosne dziecko jakie znam. Bo wiem… że Ona to wszystko robi z miłości do mnie. Mając ponad 3 latka ze względu na mnie nadal zgadza się grzecznie jeździć wózkiem i nigdy nie zrobiła mi z tego powodu awantury. Tylko ja… czuję się cholernie winna, cholernie bezsilna, cholernie samotna…. i bardziej chora niż kiedykolwiek. Bo gdy widzę, jak Moje dziecko patrzy na ulicach jadąc wózkiem czy przez okno… jak rodzice ze swoimi dziećmi jeżdżą sankami, śmieją się ślizgając z górek i lepiąc bałwany. Gdy widzie Jej ból… idę kupić sanki by choć wiedziała że je ma… ale po co ? Skoro i tak wiem, że nie wyjdę z Nią na śnieg by się nimi cieszyć, bo jeden upadek na śniegu może skończyć się dla mnie tragedią. Gdy widzę jak moje dziecko siedzi w pokoju na sankach i z uśmiechem powtarza, że Ona też pójdzie na kulig gdy tatuś wróci… a Ty wiesz, że gdy tatuś wróci, śniegu już nie będzie. Gdy inne dzieci jeżdżą na rowerkach, a moje dziecko w wózku, dzielnie uśmiechając się całą swoją śliczną buźką… Tobie po raz kolejny pęka serce. Gdy słyszę, od Niej w tych momentach… mami dlaczego płaczesz ? Boli Cię noga, chodź Cię przytulę…. Obwiniam się jeszcze bardziej, czując się bardziej chora niż jestem i znów dostaje wpierdal… tym razem… spuszczam go sama sobie.

    Zdjecie made by em

    Mogłabym takich przykładów pisać tomy, ale nie mam już chusteczek. Jestem osobą, kobietą, matką, wojowniczką, która kocha życie z pełną świadomością jego upływu czasu… ale jestem też człowiekiem… dziś… bardzo zmęczonym.

    Zdjęcie made by em

    Zdjęcie made by em

    Piotr wróci… i znów oddam ster i znów poprawie koronę. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Dziękuje Ci Laurka, że jesteś z Nami. Text pisałam wczoraj w nocy. Jak to ja, pod wpływem gorących emocji. Przepłakałam znów całą noc i obudziłam się z cudowną dawką nowej energii. Ja, Karina, kochająca żyć ponad siłę i ponad możliwości…Ja, Karina, która kocha przekraczać swoje granice… czasami popłaczę ale zawsze się podniosę. Mam najcudowniejszą córkę na świecie, mam najcudowniejszego męża na świecie i mam siebie… dla mnie jestem najcudowniejszą kobietą na świecie… zaraz po mojej mamie.

    Dziękuję Ci Boże… że żyję. Amen

    List do córki <3
    List do męża <3
  • Blog,  Lifestyle

    List do córki/VLOG

    Cytat z książki “Droga do marynarza – prawdziwa historia”…“Marzenia się spełniają a Cuda zdarzają”A marzenia z głębi serca, te najbardziej uparte…zawsze się spełnią, jeśli mamy odwagę o nie walczyć. Dziękujemy za oglądanie naszego vloga. Zapraszamy do subskrypcji naszego kanału. Jeśli chcecie być na bieżąco, zachęcamy kliknięcie dzwoneczka.Jeśli film Wam się spodobał, będzie nam miło jeśli dacie kciuka w górę 🙂

    Czym byłoby życie bez miłości, bez radości, bez chęci do życia…..Święta, to nie tylko czas pięknych sukienek i ślicznych choinek. Ale czas, w którym szczególnie budzimy nasze serducha do życia. Cieszmy się życiem, mimo tego, że często boli.Cieszmy się, że żyjemy a los nam się odwdzięczy 🙂

    Zabawa, może być śmieszna, fajna, wrażliwa ale i budząca emocje, ciekawość i wyobraźnię. A najpiękniejsze, to zakleszcza więzi między “aktorami” 🙂 Uwielbiam to, kocham i polecam…polecam bawić się i wcielać w różne role i kształtować wyobraźnię dzieci 🙂

    Gdy masz syna, pilnujesz ulicy. Gdy masz córkę, tatuś pilnuje całego miasta 😀

    Zabawa w domu nie musi być nudna. Gdy pokazujemy dziecku nasz świat, nabiera Ono miłości, doświadczenia, obycia, a My zwyczajnie widzimy…jak Ono dorasta. I to jest piękne 🙂

    Każda księżniczka ma swojego bohatera. Tatuś, pierwsza miłość córki pierwszy mąż, najważniejszy autorytet. Bynajmniej…tak zawsze powinno być. Życzę każdemu dziecku ojca,który kocha je bardziej niż własne życie.

    My rodzice mamy daleką drogę do przejścia by wpoić naszym dzieciom miłość, bezpieczeństwo, szczęście i mądrość. Pokazanie dziecku, że czytanie książek, to jedna z najpiękniejszych chwil, którą ma się przez całe życie tylko dla siebie….to bardzo ważna rzecz. Uczmy dzieci codziennego czytania, a odwdzięczą nam się inteligencją i wrażliwością 🙂

    Zaczęłyśmy grudzień we dwie. Z milionem pytań – czy tatuś już płynie do domu ? W życiu można wszystkie dni przeżyć z miłością, z tęsknotą…. i pięknie. Wszystko się da…wystarczy chcieć.Wspólne zabawy i zapewnianie dziecku najsłodszych wspomnień…to rola rodzica i najpiękniejsze nasze zadanie. Pomijając fakt, że Lauri mnie pokonała w puzzlach dziecięcych 😀 

    Laurka to mieszanka wybuchowa swoich rodziców. Charakter mamusi, a upodobania czysty tatuś. Mięchoooooooooo 😀 😀 😀

    Dziękujemy www.loopys.pl Gdańsk za cudowne urodziny oraz całej obsłudze. Szczególne podziękowania kierujemy do Pani Darii Bohorodzicz, menadżer Loopys, za pomoc w zorganizowaniu najlepszych urodzin dla dziecka, oraz opiekę wszystkich gości :))))Dziękujemy wszystkim gościom za świętowanie z nami tego szczególnego dnia, za uśmiechy i wszystkie piękne życzenia. Do zobaczenia za rok 🙂


  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Dawno dawno temu…

    Dawno dawno temu…
    Za górami, za lasami i wieloma morzami… żyła w wielkim pałacu księżniczka z księciem… których połączyło przeznaczenie…
    No ale… to nie ta bajka, tak naprawdę było tak…
    Dawno dawno temu – czyli teraz.
    Za górami, za lasami i wieloma morzami – a dokładniej w Gdańsku.
    Żyła księżniczka, której do księżniczki było daleko z księciem, któremu do księcia było w sumie bliżej niż Jej. 
    Połączyło ich przeznaczenie – a dokładniej, facebook.

    Zdjęcie Marta Ciszkowska

    Ona – księżniczka dzisiejszych czasów, czyli dziewczyna z sąsiedztwa, która miała w sobie więcej z Coco Chanel niż z kury domowej, nie bała się… nie bała się niczego. Nie bała się igrać z ogniem, nie bała się walczyć o swoje zdanie i przy tym zadzierać nosa. Ona – nie bała się walczyć sama, mając przy sobie miliony ludzi. Nie bała się zakochać drugi raz, bo wiedziała, że ten drugi raz będzie właśnie tym czego szukała w snach… tym, kto da Jej nie tylko kwiaty ale również usta i dłonie. 
    Ona – nie bała się zostać samotną matką, gdy ból zabija. Nie bała się myć brudne gary i być Panią domu. 
    Ona – nie boi się mówić głośno, tego co nie wypada. 
    Ona – nigdy nie będzie tatą dla córki, Panem domu, gdy On na morzu i nigdy nie założę przysłowiowych spodni… gdyż Ona – czuje się kobietą jakich mało w dzisiejszych czasach. 
    Ona – odbiegająca od dzisiejszych kanonów piękna, nie boi się być… być kobietą. Być kobietą, delikatną, romantyczną, mądrą i głupią zarazem. Bo jak to powiedziała Marilyn Monroe „Tylko mądra kobieta wie, kiedy warto być idiotką”. 
    Ona – nie boi się przyznać głośno, że tęskni, że pragnie, że tęskni za tatą dla córki i pragnie męża wzroku o każdej porze dnia i nocy. 
    Ona – nie boi się wyrzucić ze swojego życia wszystkich potworów energetycznych, mimo że mówią o sobie… że są ludźmi. 
    Ona – nie boi się prawdy – Jej prawdy boją się ludzie, gdyż Jej piękno pochodzi z wnętrza, którego nikt dziś nie widzi. 
    Ona – nie boi się harować to utraty sił, bo jest ambitna ponad stan. 
    Ona – nie boi się pachnieć życiem.

    Zdjęcie Fotoszuflada

    On – książę…który jest Bogiem życia. 
    On – nie boi się być… być prawdziwym mężczyzną, wilkiem Morskim bez pomarańczowych rurek i mokasynek. 
    On – nie boi się żywiołów i wyzwań. 
    On – kocha życie, które wygrał, które wybrał. On – nie bał się zakochać do szaleństwa i całować dziewczynę, która nie jest księżniczką, której do księżniczki daleko. 
    On – nie boi się Jej bólu, bo wie…bo wie, że Jego dłonie gaszą Jej ból wzniecając pożądanie. 
    On – nie boi się być Panem rodziny, gdyż wie, co to rodzina. 
    On – nie wstydzi się przed kolegami krzyczeć – kocham księżniczkę, której do księżniczki daleko.

    Zdjęcie Ania Żupańska

    Ona – nie bała się krzyczeć – żyła raz księżniczka i książkę, miłość ich serca i ciała złączyła.. Ale nie mogli być razem na zawsze, bo morze ich dzieliło a wody były za głębokie. Co noc szeptała mu do ucha… kochany gdybyś mógł pływać, rzuć się dla mnie w fale głębokie i płyń… płyń do mnie, zapalam Ci co noc świece w oknie byś dom nasz zobaczył i uczuciem chęci kierował się…
    On nie bał się krzyczeć – żyła raz księżniczka i książę, miłość ich serca i ciała złączyła… Ale nie mogli być razem na zawsze, bo morze ich dzieliło a wody były za głębokie. Lecz… czekaj na mnie ukochana… bo chce wrócić do Ciebie… choć miliony innych kobiet wokoło.

    Zdjęcie Fotoszuflada

    Oni nie boją się krzyczeć, że…
    Oczy potrafią pieścić lepiej i dokładniej niż dłonie. Wzrokiem obejmuje się całość naraz. Dotyk zaś jest ograniczony tylko do jednego miejsca. Patrz mi w oczy. (Jerzy Kosiński- Wystarczy być)

    Zdjęcie Michał Broniek

    Cytat z książki „Droga do marynarza”; „(…) Nadeszła ta chwila. Gdy Go ujrzałam, „podbiegłam” do drzwi, nie mogąc powstrzymać radości i zdenerwowania. To była ta chwila. To był ten mężczyzna, na którego czekała całe życie. Czułam jak moje serce skleiło się w jedno wielkie uczucie. Nie odstępowaliśmy się na krok. Byłam już dorosła i w pełni mogłam cieszyć się prawami miłości idealnej. (…) Jestem taka dumna z naszej miłości. Jestem taka dumna z Piotra. Jest to bardzo dobry człowiek. Opiekuje i troszczy się o mnie, najlepiej jak potrafi. Cała ta sytuacja jest dla Niego taka naturalna. Zmienił swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Będąc ze mną rezygnuje z wszelkich wygodności, jak i przygód, które niesie życie w związku ludzi aktywnych fizycznie. Wiem, że wielu rzeczy nie jestem w stanie zrobić…nawet Dla Niego 😞 Kiedyś. Zapytałam Go, czy nie będzie mu tego wszystkiego brakowało. Odpowiedział: „Brakować to może mi jedynie prawdziwej miłości, bo zaznałem ją tylko przy Tobie” (…) Dla marynarza miłość ma inne „większe i głębsze” znaczenie. Tak rzadko jest w domu, a jest to miejsce wyjątkowo ważne. Jakże istotna jest w tej sytuacji druga osoba, osoba, która czeka, tęskni i pragnie Jego powrotu. Marynarzem nie można być z zawodu, trzeba się nim urodzić. (…) Przy siłach w tym czasie trzyma mnie jedynie rodzina, dla której zawsze warto się uśmiechać”.

    Zdjęcie Made by Em
  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    4 dni, które zmieniły moje życie !!!

     4 lata temu, siedząc całe tygodnie sama w obcym mieście, czekając na Piotra, aż wróci z kursu, postanowiłam pisać bloga. Tematyką bloga miała być moja historia prawdziwa. Usiadłam więc w fotelu z kolejną kawą, wzięłam maszynę do pisania (czyt. laptopa) i zaczęłam pisać… w 4 dni później powstał pełny Manuskrypt książki “Droga do marynarza – prawdziwa historia. Pewnie zapytacie się jak to w 4 dni książka napisana. Otóż, gdy pisze się książkę, która jest fikcją, potrzeba na nią czasu, ale gdy piszesz fakty z życia, słowa lecą tak szybko jak łzy po polikach. Pokazałam manuskrypt swoim przyjaciółkom, które jednogłośnie stwierdziły, że nie nadaje on się na bloga, z niego musi powstać książka, która pójdzie w świat niosąc przesłanie.