Blog,  Lifestyle

Przysięga ojca

Słowo od Piotra, miłości mojego życia – “Słowa mogą wiele, ranić, pocieszać, uszczęśliwiać i leczyć. Tylko jednego nie potrafią…nie potrafią być cofnięte…Są ludzie, w naszym życiu, którzy sprawiają że Twoje serce bije szybciej, wody są spokojniejsze a wiatry przychylniejsze… Dlatego pijąc kawę z bogiem marynarzy, pijąc kawę z Posejdonem, powiem coś, czego nie chcę cofnąć…Kocham Cię, Kocham Was i proszę Was, czekajcie za mną. Mi wcale nie jest łatwo być daleko od Was, od swojej rodziny, od swojej wymarzonej żony i ukochanej córeczki. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie piękny dzień i cieszycie się życiem. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie dzień pełen bólu i przeklinacie to, że nie ma mnie przy Was…Proszę Was, ja chcę tylko jednego, czekajcie na mnie…Ja do Was wrócę.”
Bo marynarzem nie można się stać, nim trzeba się urodzić…



Przysięga ojca ❤️🔱
Nie wierzyłem, że można kogoś tak kochać. Nie wierzylem, że można za kimś tak tęsknić. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Jesteś moją córeczką, moja księżniczką i moim sensem życia. Zawsze będę Cię Kochał, będę o Ciebie dbał, zawsze będę Cię chronił. Będę Cię bronił przed kolegami w przedszkolu, będę z Tobą chodził na Twoje randki, będę Cię wspierał w każdej Twojej mądrej decyzji i zachciance. Zawsze będę dla Ciebie bohaterem i pierwszą miłością życia. Nigdy Cię nie opuszczę moja córeczko, bo wszystko co robię z Twoją mamusią…robimy dla Ciebie. Kocham Cię i proszę Cię o jedno. Zawsze Walcz o swoje marzenia. Bo Ty spełniłaś nasze…przychodząc na świat.




Pytaliście się mnie w Q&A jak sobie radzę z rozłąka, gdy nie ma mnie przy moich dziewczynach i czy są dni w których tęsknię bardziej lub mniej… Celowo nie odpowiedziałem na te pytania na stories, bo jest to temat o wiele bardziej złożony żeby można było na niego odpowiedzieć w kilku krótkich zdaniach. Jeśli chodzi o rozłąkę to miałem to nie bywałe szczęście i możliwość ustawienia sobie z moim zmiennikiem kontraktów, że na ten najważniejszy dzień, czyli przyjście naszej córeczki na świat byłem w domu. Byłem przy porodzie i przecinałem pępowinę. To był zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni mojego życia to jest pewne. Udało mi się być świadkiem pierwszych kroków naszego Skarba i wielu wielu innych rzeczy. Ominęło mnie pierwsze słowo, które Laurka wypowiedziała, a nie skromnie dodam, że było to tata hahaha wiem wiem, że Karinka mnie za to zabije. Ale wracając do rozłąki to mogę powiedzieć Wam jedno, że w naszym marynarskim życiu są wzloty i upadki, są rozstania i powroty, są rzeczy, które nas omijają i te, których jesteśmy świadkami. Na pytanie jak sobie z tym radzę jest bardzo ciężko odpowiedzieć. Oboje z Karinką wiemy na jakie życie się zdecydowaliśmy i jakie to niesie ze sobą konsekwencje, ale my jesteśmy dorosli, świadomi gorzej wytłumaczyć to dziecku. Często jest bardzo ciężko będąc na morzu i mając ogromne szczęsśie, że mamy często internet i możliwość rozmowy na video oglądać co mnie omija w rozwoju naszej córeczki. Rośnie tak szybko i rozwija się w takim tempie, że nie da się wszystkiego nadrobić albo być świadkiem i to jest smutne. Smutne jest to, że nie byłem na pierwszym Laurki przedstawieniu w przedszkolu (na szczęście będę na dzień taty), nie mogłem usłyszeć na żywo jej wierszyków i piosenek… Niestety będzie wiele takich momentów, w których moja obecność on-line nigdy nie będzie wystarczająca, ani dla mnie ani dla Laurki. Dzięki Bogu mam wspaniała żonę, która idealnie wychowuje naszą córeczkę i za każdym razem tłumaczy Jej dlaczego tatuś musiał wyjechać.

Córeczka wybierała skarpetki. Tylko prawdziwy bohater swojej córeczki, ubierze to, co Ona dla Niego wybierze <3
Gdy córeczka chce się bawić we fryzjerkę…a tatuś oddaję jej swoją… głowę 😀

Choć jak pokazuje przykład mojego zmiennika nie zawsze się udaje. Chyba z rok temu Paweł przyjeżdża mnie zmienić i mamy chwilkę czasu na przekazanie obowiązków oraz nadrobienie trochę naszej znajomości. Pytam się Go jak wyjazd, a Paweł mi mówi że jego córeczka następnego dnia po Jego wylocie przy rozmowie video mówi, że tatuś nie musiał wyjechać w morze, żeby przywieźć pieniążki, bo ona ma skarbonkę i może ją dla niego rozbić…. Tak samo Laurka pokazuje mi zabawki i mówi, że już wszystkie ma i mogę wrócić… No i co zrobić w takim momencie? Po prostu dostaje się emocjonalny totalny wpierdol. Nie ma przed tym żadnej ucieczki, ani żadnej magicznej receptury, to po prostu musi nastąpić, bo nasze dzieci są cholernie mądre i cholernie tęsknią. Sam nawet nie wiem jak sobie radzę z naszą własną rozłąką. Czasem jest łatwiej czasem jest gorzej. Najgorsze są momenty jak Laurka mówi jak bardzo tęskni za mną, albo jak nie może się doczekać kiedy wrócę i zrobię porządek z Jej kolegami z przedszkola ;)drżyjcie rodzice, to są cholernie ciężkie momenty, bo wiem że kiedy mnie potrzebuje to mnie przy Niej nie ma… Też nie mam ani nie posiadam magicznego eliksiru, który pomógł by to jakoś przetrwać, po prostu trzymam się pewnej zasady i reguły, że jak przyjadę do domu, to z całego serca i sił będę tylko dla Niej, próbując zrekompensować brak mojej obecności i trzymając się mojego urodzinowego życzenia, by każdego dnia mogła powiedzieć, że jestem jej bohaterem.

Zdjęcie Ania Żupańska

A czy tęsknię? Tęsknię przeogromnie i naprawdę brak jest słów żeby to opisać.

Niestety… każdy musi w życiu pracować, również jako marynarze, czy inne zawody wymagające rozłąki od rodziny. Ale MY również… tej naszej i własnej rodziny pragniemy i potrzebujemy. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nie robotami. Każdy chce mieć swój dom.

Karina Kończewska

Kobieta z blizną, żona marynarza.Mama wymarzonej Laurki