Blog,  Książka

Recenzja Dagmary <3

hej 

🙂 poznałyśmy się w sobotę, zakupiłam Twoja książkę, a Ty nawet ją podpisałaś weekend był mocno zajęty, a ja potrzebowałam ciszy i spokoju ” usiądź wygodnie w fotelu, przy dobrej kawie czy lampce wina” – przeczytałam pierwsze słowa, pomyślałam wtedy -za chwilę, skończę tylko “od autorki” – ale kawy już nie zaparzyłam. Książka pochłonęła mnie od pierwszego zdania. Jestem miłośnikiem książek wszelakich i osobiście wolę grube knigi, ale Droga do Marynarza jest jedyna w swoim rodzaju. Wiesz… też coś tam w życiu przeżyłam, droga do mojego Marynarza, również nie była usłana różami i gdy o tym myślę, gdy czytam takie książki jak Twoja, gdy biorę pod uwagę to co los przyniósł mi, mam takie wrażenie, że celowo wybieramy te najtrudniejsze z trudnych Miłości i Najpiękniejsze z Pięknych zarazem. Bo niewiele kobiet jest takich silnych jak my, które biorą na bary kawał życia, walczą z nim, zaciskając zęby z bólu, złe wiadomości duszą w sobie na tyle długo, by mówiąc o nich swoim Marynarzom, były już na tyle silne, żeby ich zabolały jak najmniej… a gdy przychodzą wiadomości piękne, wiedzą doskonale, że niestety przez chwilę (jeśli Marynarz jest na morzu), także i nimi będą musiały cieszyć się w samotności, dopóki nie złapią kontaktu jakiegokolwiek. Upijając więc kolejny łyk kawy (którą wreszcie mogłam sobie zaparzyć 

;)), chciałabym Ci cholernie pogratulować siły, odwagi, walki. Piszesz kilkukrotnie w książce, że dość często czułaś się “gorsza, brzydsza”… dżizas, Dziewczyno… gdy widziałam Ciebie w sobotę (bo wiedziałam, że Ty to Ty, bo wypatrywałam Cię bardzo mocno z nadzieją, że będę mogła zakupić Twoją książkę), byłaś najbardziej promienną, szczęśliwą, uśmiechniętą, twardą i meeeega piękną osobą, a właściwie, połakomić się mogę na określenie “osobistością”. Napisałaś pewne słowa, które zapadały we mnie bardzo bardzo mocno, padają na samym końcu. Dziękuję Ci za nie, dziękuję za wspaniałą książkę, dziękuję za podpis w niej, dziękuję za nadzieję, dziękuję za słowa, które są słowami Twoimi a odnoszą się też tak bardzo do mnie… Podpisując książkę, prosiłaś o recenzję, myślę, że zadanie wykonane, zadanie, które było dla mnie wielką przyjemnością… ośmielę się zakończyć takim zdaniem “Takie My Marynarzy”, niby to inne, ale jednak tak bardzo podobne… trzymaj się daga

Dagmara 🙂

Karina Kończewska

Kobieta z blizną, żona marynarza.Mama wymarzonej Laurki