• Mama, za co ją właściwie kocham...
    Blog,  Lifestyle

    Kocham Cię mamo

    Dzień mamy…najpiękniejsze święto dla kobiety. Moja mama…

    Za co Ją Kocham? Przede wszystkim bo jest moją mamą, ale również za to, że dała mi życie. Kocham Ją za to, że życie dała mi 2krotnie. Kocham Ją za to, że zawsze o mnie walczyła, że zawsze we mnie wierzyła, że nigdy nie zwątpiła, że zawsze przy mnie jest. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie wszystkiego. Nauczyła mnie kochać i się tego nie bać, nauczyła mnie walczyć i się nie poddawać, nauczyła porządku, mimo że całe życie kłóciłam się z Nią o sprzątanie a teraz jestem Jej za to wdzięczna, patrząc co dzień na posprzątane mieszkanie. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie uśmiechu i wybaczania. Kocham Ją za to, że w wielu 18 lat tak mi rozjaśniła włosy że zamiast blondu miałam tęczę na głowie a Ona mówiła mi że jestem najpiękniejsza na świecie, nieważne że groziła patelnią temu, kto by zaprzeczył. Kocham Ją za to, że potrafimy się ze sobą kłócić 10 razy dziennie, bo jesteśmy takie same. Kocham Ją za to, że nie potrafimy ze sobą cicho rozmawiać, tylko przekrzykujemy się niczym włoska rodzina. Przepraszam Ją za swój ostry charakter i gorący temperament. Przepraszam Ją za to, że często nie chce wysłuchać Jej litanii zarzekając się, że “nigdy nie będę jak swoja matka”, co oczywiście mija się z rzeczywistością i planem losu, ale więcej w tym temacie nie napiszę bo mi się mąż przestraszy i ucieknie). Przepraszam Ją za to, że jestem uparta, ale po niej samej to mam. Przepraszam Ją za to, że zabrałam Jej wiele lat życia, w których musiała i chciała o mnie walczyć. Dziękuję Jej za to, że wpoiła mi zasady bycia człowiekiem. Dziękuję Jej za to , że pozwoliła mi popełniać własne błędy. Dziękuję Jej za to, że zawsze mogę się wtulić w Jej ramiona. Dziękuję Jej za to, że jest niczym sherlock holmes i nigdy nie mogliśmy czegoś zbroić bo zawsze się domyśliła. Dziękuję Jej za to, że na pierwszej randce narobiła mi wstydu bo chłopak wyrósł na śmierdzącego lenia. Dziękuję Jej za to…że jest…że jest moją mamą. Kocham Ją za to, że mnie chciała. Kocham Cię mamo

    💜

  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Zagrałam główną rolę, we własnym filmie…

    Piotr widząc jak Laurka wpatruje się w Niego swoimi wielkimi oczkami, pyta się
    “O co chcesz zapytać kochanie”
    Laurka odpowiada
    “Tatusiu, a gdzie właściwie jest mama ?”
    Piotr, przełykając cieżko ślinę, zdaje sobie sprawę że nadszedł czas…by Jej to powiedzieć:
    “Mama jest w Niebie”
    Córeczka spojrzała się na tatę i zapytała:
    “Czy możemy Ją tam odwiedzić ?”
    Ledwo powstrzymując się od łez, Piotr odpowiada:
    “Córeczko, Niebo jest bardzo daleko”
    Na co Laurka odpowiada:
    “Ale wszystkie dzieci mają mamę”
    Piotr na to:
    “Ty też ją masz, jest aniołem”
    Laurka opuszczając główkę, po policzkach spływają łzy, mówi:
    “Aniołem, który mnie nie przytula…”
    Piotr bierze Ją w ramiona, przytula z całych sił i szeptem wydusza z siebie:
    “Ale aniołem, który zawsze Cię pilnuje, który chce tylko Twojego szczęścia i który płacze zawsze…gdy tylko Ty zapłaczesz”…

    Mam nadzieję, że to pozostanie snem, koszmarem, lękiem, kiepskim scenariuszem filmowym…Tak bardzo boję się że pewnego dnia zostanie mi to brutalnie odebrane, jak wszystko o co musiałam walczyć i nadal walczyć muszę.
    Życie jest takie kruche, a tak niewielu ma tego świadomość. Tak to już w życiu jest, że zdrowi ludzie mają 1000 życzeń, gdzie chory…gdzie ja mam tylko jedno…chce widzieć jak moja córeczka dorasta, chce na swoich nogach odprowadzać ją do przedszkola, szkoły…chce jak najwięcej czasu spędzać z Piotrem, bo i tak mamy go wspólnie mało. Chcę jadać ze swoją rodziną śniadania…przez wiele lat.
    Zdrowi ludzie, nie zdają sobie sprawy jaki jest cenny dar móc spędzać ze sobą czas, jak bardzo jest on organiczony. Jakie to szczęście mając dzieci, być przy tym gdy one czasami marudzą czy są nieznośne. Te chwile są ulotne, życie jest ulotne. A ja… Boję się to wszystko stracić.
    Przeraża mnie myśl, że operacja która nadal mnie czeka (zawsze mnie jakaś czeka), może wywołać kolejne piekło. A nie chce by córka na to patrzyła i nie miała mamy co noc przy sobie, gdy tata na morzu. Na mojej osobie tylu lekarzy popełniło błędy, tak jak ostatnio gdy na stole operacyjnym „ oruszono” mi płuca i tknięto tętnicę zakładając wejście centralne. Wtedy też lekarze mi na stole powiedzieli, umrzesz… Teraz gdy jest Ona, gdy jest Laura, to wszystko nabrało większego rozmiaru.


    Nie chce byście kiedyś w domu znaleźli w szufladzie moją książkę “Droga do marynarza” i westchnęli z myślą, szkoda dziewczyny i jej rodziny…
    Kochani, nie mówię tego… Bo wszyscy tak mówią. Uwierzcie mi, że każde te słowo pochodzi z serducha i mojej historii, łapcie chwile. Nie marnujcie życia na puste działania, na kłótnie, na nienawiść. Nie marnujcie czasu na brak chęci czy odkładanie na pózniej. Nie odkładajcie rodziny na później. Nie odkładajcie siebie na później, życie to najcenniejsze co mamy a nasz czas to najcenniejsze co możemy dać drugiej osobie. Życie mamy tylko jedno i trzeba często cholernie ciężko i ostro o nie walczyć… Ale warto. Warto kochać, warto się uśmiechać, warto pomagać i warto wierzyć…marzenia się spełniają a cuda zdarzają. A ja Kocham żyć i nie dam sobie tego odebrać.


    Cytat z książki “Droga do marynarza”;
    “(…) Życie jest kruche, a nie wielu z nas potrafi do dostrzec.Ucieka nam między palcami, czy to jesteśmy zdrowi, czy borykamy się z chorobą. Życie wymaga więcej uwagi niż mu poświęcamy. Staram się cieszyć każdym dniem do granic możliwości, ale nie oznacza to skakania na “bungee” (nawet gdybym mogła),lecz raczej spędzanie całego Bożego dnia na kanapie, wtulona w największą swoją miłość. Są to chwile, których nikt nam nie zabierze…A mamy ich tak mało,gdyż za chwilę morze zawoła…Morze, które zawsze kochałam, do którego zawsze mnie ciągnęło..teraz już wiem dlaczego.(…)”
    “(…) Gdy przyjdzie nam toczyć walkę z własnym ciałem, stajemy się bezwzględni, a nagrodą za wygranie tej walki…może być tylko prawdziwa miłość (…)” 
    Ściskam Was wszystkich, bo dobrze nam życzycie, bo jesteście z nami i nas wspieracie. Walczcie o siebie i swoje wartości, walczcie z całym światem, walczcie tak jak ja, krwią, potem i łzami. Walczcie choćby wszystkie gwiazdy na niebie gasiły Waszą chęć. Wiara w siebie i swój cel…ona Was poprowadzi. Macie Te Moc, tylko w siebie uwierzcie !!! Amen 

  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Pokazałam siebie naprawdę…

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Nie mam super figury, wymiarów 90-60-90, nawet płaskiego brzucha. Do modelki mi bardzo daleko (mimo że o tym marzyłam)… ale jestem sobą. Mam krągłości, mam blizny… bo mam historię. Jedni mnie kochają, inni lubią, a jeszcze inni nienawidzą. Czyniłam dobro i czyniłam zło. Wychodzę czasami bez szminki i czasami nie daję rady okiełznać włosów. Jestem szczera i często szalona. Nie chcę się zmienić. Jeśli Kocham, to całym sercem. Nie przeproszę nikogo za to kim i jaka jestem.. bo jestem jaka jestem. Dlatego pieprzyć spodnie, gdy lato gorące. Kto nie chce, niech nie patrzy, kto musi niech wyśmieje. Mam to w dupie. Nie Kocha się drugiej osoby bo jest bogata czy biedna, zdrowa czy chora, silna czy słaba, ładna czy brzydka, wysoka czy niska. Kocha się bo jest… wyjątkowa, tak po prostu, bo jest. Kobieta w bikini pokazuje 90% nagiego ciała, a mężczyzna i tak będzie patrzył tylko na te pozostałe zakryte 10%. Ja mogę latać z gołymi cyckami a i tak noga skradnie im show. 

    Fot Maikel.photography

    Czytacie moją książkę “Droga do marynarza”, więc wiecie jak wyglądam, jak zmieniam się w robocopa.

    Ona – Widzisz tą 16 letnią dziewczynę z jej rocznym dzieckiem?

    On – Dziwka.

    Ona – Została zgwałcona!!!

    Ona – Widzisz tą grubą dziewczynę?

    On – Wow ale tłusta.

    Ona – ona cierpi na chorobę przez którą zawsze zostanie jej nadwaga!!!

    Ona – Widzisz tego oszpeconego mężczyznę?

    On -Ochydny potwór.

    Ona – on wbiegł do palącego się domu i tak uartował dziecko przed śmiercią!!!

    Mnie też ktoś już wiele razy tak skrzywdził… i za każdym razem tak samo boli… choć dziś dzięki Piotrowi i teraz Laurce mam to wszystko w dupie. Bo dla Nich jestem piękna !!! A Ja z siebie dumna !!!Nie ocenia się ludzi… jeśli nie zna się ich (mojej) Historii.

    Cytat z książki Droga do marynarza;”(…) lekarz prowadzący M przyszedł mi zrobić opatrunek. Uwolnił nogę z bandaży użytych przy operacji. To, co wtedy ujrzałam, nie przypominało choćby tylko w najmniejszym stopniu mojej nogi. Wpadłam w szok, zaczęłam płakać, dostałam natychmiastowej gorączki. Krzyczałam: “Gdzie jest moja noga, co z nią zrobiłeś ?”!!! Nie było odpowiedzi. Podano mi silny lek uspakajający, po którym zasnęłam. Następnego dnia przekonałam się, że nie był to tylko koszmar. Od potwornego bólu gorsza była świadomość, jak bardzo zmasakrowane zostało moje ciało. Potrzebowałam bardzo dużo czasu, aby dojść do siebie. Szczerze mówiąc, to nawet jeszcze dziś nie mogę powiedzieć, że czas leczy rany….”

    Fot Maikel.photography

    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Fot Maikel.Photography

    Mam dosyć tego, że Nie wiem jak to jest żyć bez bólu, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć z ograniczeniami, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć na krawędzi z amputacją nogi w tle, mam dosyć tego że czuje przeszywający ból, ból, ból. Mam dosyć tego, że nie mogę zrobić wielu rzeczy ze swoim dzieckiem, a kocham Je najmocniej na świecie, mam często dosyć tej cholernej odpowiedzialności jaką jest posiadanie dziecka, bo zwyczajnie padam na pysk. Mam dosyć tego siedzenia w domu i bawienia się przez „24/h i w tym częstego mówienia „Nie wolno”, bo poza zabawą przede wszystkim muszę wychować córkę na dobrego i mądrego, wrażliwego człowieka. A to mi się udaje. Mam dosyć obwiniania siebie, że przez swoje kalectwo nie jestem w stanie dać córce po prostu czegoś więcej. Mam dosyć tego !!!

    Fot Maikel.photography

    Wielu ludzi, tak ja ja z podniesioną głową przejdzie przez pole bitwy, choćby walka trwać miała całe życie. Ale… Ale są ludzie na świecie, dla których to za dużo ? Za mało kochają siebie ? Za bardzo chcą współczucia ? Za mało pomocy otrzymują ? Za dużo ludzi stracili ? Za słabo o siebie walczyli ? I sięgają… po alkohol. To gówno NIGDY nie było i nie będzie pomocą. Alkohol rozwiązuje wszystko… rozwiązuje prawdziwą odwagę, alkohol rozwiązuje zdrowie, przyjaźnie, rozwiązuje rodzine, dom… nie rozwiązuje jedynie problemów.. BO problemy potrafią pływać i się mnożyć i rzucić człowieka na ziemię.

    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Fotoszuflada

    Taka właśnie JA, dziś proszę Was, ba wyzywam Was do walki o życie, zdrowie, marzenia, miłość, o wszystko na czym Wam zależy! Można leżeć na kanapie i czekać na to co przyniesie nam los nie mając na to wpływu… Ale to nie moja droga i nie chce by była Waszą. Ja chce #wstać #walczyć i #wygrać… i chce byście razem ze mną podjęli tę walkę. Chce razem z Wami wstawać po porażkach i świętować ciężko zapracowane sukcesy!!! Bo nie będę Was okłamywać, że coś przyjdzie samo, nie będę Was okłamywała, że dokonanie wyboru będzie łatwe, ale obiecuje Wam…że będzie warto. Ja też płaczę w poduszkę, w łazience, płaczę przy stole gdy córka nie widzi a mąż nie słyszy. Ja też płaczę, bo zwyczajnie chcę choć jeden dzień, choć przez jedną chwilę poczuć to…co czuje zdrowy człowiek. Ale wiem, że choć wyrwałabym sobie serducho to i tak…Wiem, że tego nie zmienię i wiem, że płacz nie boli, on oczyszcza umysł i daje sił. Każdy z nas ma swoje problemy i każdy z nas się z czymś zmaga. Każdy z nas ma wybór. Ja swojego dokonałam i będę go broniła jak lwica bo mój wybór mimo mojej drogi w życiu która ma imię „ból, sprawia że jestem najszczęśliwsza kobietą na świecie. Uśmiechać się prawdziwie i szczerze, to dar od losu i mój własny wybór. Dzięki sobie i dla Nich, dla swojej rodziny założyłam rękawice i podjęłam walkę o resztę swojego życia.

    “To niemożliwe“ powiedziała duma.

    “To ryzykowne“ powiedziało doświadczenie.

    “To bezsensu“ rzekł rozsądek.

    “Daj sobie szanse“ wyszeptało serce.

    Po prostu…#wstan i #walcz, #wygraj swoje życie, dokonaj wyboru i z podniesioną głową ponieś odpowiedzialność na swoje życie. Czuć się wolnym człowiekiem w swojej skórze, to uczucie, którego nie kupisz, to uczucie które możesz wygrać, tylko poprzez dokonanie własnego wyboru. Żyj i się nie bój. To Twój, to Nasz CZAS START.

    Fot Fotoszuflada

    Żyję, mam swoją własną, najpiękniejszą rodzinę. Chce mi się… być, czego chcieć więcej. Znam swoje granice, nie interesują mnie one, ale je znam. A tylu z nas popełnia błędy w tym że tam gdzie powinni myśleć, to wolą czuć, a tam gdzie wystarczy czuć, za dużo myślą. Szanujmy drugiego człowieka, bo jesteśmy tego warci, a fajnie co rano spojrzeć w lustro z czystym sumieniem i powiedzieć sobie – Bravo Ja ! Żyj Teraz, chrzań co powiedzą ludzie. Żyj !

    Fot Fotoszuflada

    Tak naprawdę to, jedyną niepełnosprawnością w naszym życiu jest złe nastawienie, niewiara w siebie, lenistwo i chęć wyręczenia nas.
    Dla mnie zawsze największą motywacją było i jest, gdy ktoś powie – I tak nie dasz rady. Kto nie da rady, ja?

    Każdy da radę, bo jak to powiedział Madison James – “Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału.Tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień.


    Cytaty z książki Droga do marynarza-prawdziwa historia;
    “…Po chwili (nie wiem ile trwała,lecz po czynnościach wykonywanych przez lekarzy nie mogło być to długo od zaśnięcia)…przebudziłam się!!! Poczułam okropny ból przesuwającego się skalpela (znałam już przecież to uczucie)wzdłuż nogi.Krzyczałam ‘Ja nie śpię…..”


    “…Pani Ula poprosiła mnie, żebym wybrała sobie jeden cel, jeden powód, dla którego warto wyćwiczyć zgięcie nogi i trzymać się tego z całych sił, choćby mnie ból rozszarpywał. Tak też zrobiłam. Zagryzałam zęby, zagryzałam nawet kij od miotły, który mi pani Ula podawała, żeby tylko móc ćwiczyć…”


    “…zawsze oglądało mnie równocześnie kilkudziesięciu lekarzy i studentów. Czułam się okropnie, wystawiona na pośmiewisko. Oglądano mnie jakbym była eksponatem muzealnym z książki “Kiedy byłem dziełem sztuki” Erika-Emmanuela Schmitta…”


    “…Czasami nie wiem już co odpowiadać ludziom, którzy patrzą na mnie z politowaniem, lub śmieją się, że niby jestem “głupia” i nie ubieram szortów (oszpeconej nogi nie widać od razu). Lub myślą sobie: “Jaka jesteś biedna, że jesteś na to skazana”. Najgorsze są jednak wścibskie pytania, wyśmiewanie się ze mnie i komentarze typu – “Otwórzcie drzwi bo kaleka idzie! Jak długo będziesz jeszcze tak chodzić o tych kulach (jednej), po co Ci one, wyrzuć je, lepiej jest chodzić bez nich. Dlaczego nie pobiegniesz?Dlaczego łazisz tak wolno. Zróbcie miejsce dla kaleki…”Ludzie nawet nie wiedzą jak bardzo to boli i rani. Przecież ja sobie takiego losu nie wybrałam. Choćbym sobie serce wyrwała, nie jestem w stanie być taka jak “oni”, po prostu piękni, zdrowi i sprawni….Nie dam rady…”


    “…Po zebraniu, gdy wychodziłam zażenowana, podszedł do mnie pewien obleśny, starszy pan i zapytał: “Ile cenią się kalekie dziewice, bo chyba nie za drogo”. Mój świat się zawali. Chciałam jak najszybciej uciec, a biec nie potrafiłam…”


    “…Nagle wydawało mi się, że wszyscy się na mnie patrzą, moja wyobraźnia się rozpętała. Widziałam siebie jako klowna w cyrku po nieudanym występie, gdzie każdy widz wytyka mnie palcem, wyśmiewając i obrzucając pomidorami…”


    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…
    Niepieszczotliwie nazywają mnie –
    Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…


    Ale choć i tak zawsze coś zakuje w serduchu, to jednak JUŻ nie robi to na mnie większego wrażenia, gdyż tak jak zawsze powtarzam, nigdy nie wiemy jak silni jesteśmy, dopóki bycie silnym nie stanie się naszym jedynym wyjściem. A słabi będziemy dopiero wtedy, gdy o tym pomyślimy. Otrzymuję pytania, dlaczego nie zrobię sobie operacji plastycznej, czy nie zasłonię blizn tatuażem?

    Ale po co?

    Mam zasłonić coś co jest dowodem mojej siły, mojej walki, mojego przejścia przez cholerne piekło, które czasami o sobie przypomina i woła do siebie? Po co? Czy te blizny powodują że, nie jestem już kobietą? Czy one przyćmiewają uśmiech na mojej twarzy czy ciekawość i miłość do świata? Ja żyję dzięki tym bliznom, również bardziej świadomie ulotności chwil. Jestem szczęśliwa i kocham siebie i nikt komu to przeszkadza, mi tego nie odbierze. Takiego nastawienia życzę każdemu z Was. Bo warto być sobą i o siebie walczyć. Życie mamy jedno i to od nas samych zależy jak je przeżyjemy i ile będzie w nim chwil radości i miłości.

    Fot Fotoszuflada

    Żyj swoim życiem. Nie masz prawa do mojego życia, nikt nie ma prawa do mojego czasu. Walczę o swoje dni od dziecka…od dziecka walczę krwią, potem i łzami. Żyj swoim życiem i daj mi żyć swoim – po swojemu. Cieszę się, że żyję… poczuj to samo, tak po prostu. Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że i w Tobie zostanie chęć do życia i miłość do siebie. Czyń swój świat pięknym, tak jak ja to robię… ale rób to po swojemu.

    The Show Must Go ON !!! Ahoy, Wasza Karina.

    Fot Maikel.photography
  • Blog,  Lifestyle

    Dostałam wpierdal…

    Możesz mieć milion znajomych na fejsie na instagramie… ale gdy płaczesz w poduszkę, to zawsze jesteś sama. Gdy mówisz, że płaczesz, dostajesz pół miliona wiadomości co się stało. Gdy płaczesz w milczeniu, to nikt nie zapyta… dlaczego… bo zwyczajnie nikt się tym nie interesuje. Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Może to moja wina, że nie potrafię prosić o pomoc, choć coraz częściej się to zdarza, z podkulonym ogonem na skraju wytrzymałości ? Może to moja wina, bo gdy zaczynam mówić że mi źle… to obija się to często echem lub poklepaniem po plecach ? Może to moja wina, bo nie lubię komuś sprawiać problemu ? Może to moja wina, bo gdy całe życie prosiłam o pomoc w szpitalach, na dworcach, na ulicach… byłam wyśmiewana ? Może to moja wina, bo staram się sobie na sile coś udowadniać… już na kolanach ? Może to moja wina, bo boję się prosić, by nie stracić ludzi, których przy sobie mam ? Może to moja wina, bo gdy bliscy pytają się czy pomoc w czymś, to odpowiadam – dam radę, bo nie potrafię inaczej ? Może to moja wina, bo pokazując radość, czerwone usta i śmiech… za dużo oczekuję… że ktoś dojrzy mokre oczy i jednak przytuli ? Może to moja wina, bo gdy cudowni znajomi pomagają, jeden naprawi wózek, drugi przyniesie leki, trzeci kupi jedzenie, czwarty podrzuci do przedszkola… a ja czuje się wdzięczna ale i tak, jakbym dostała policzek bo sama nie dałam rady ? Może to moja wina, bo tysiące osób, gdy mi źle, zwyczajnie każe włączyć się na lajfie i w sekundę poprawia humor, a ja powinnam o tym pamiętać ? Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Kiedyś byłam silniejsza… bo walczyłam tylko o siebie i wiedziałam, że jeśli zaboli… to tylko mnie. 3 lata temu się to zmieniło… Zostałam matką. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Największy wpierdal w swoim życiu, dostałam od swojej 3 letniej córki. Przez te 3 lata, wychowaliśmy z Piotrem naprawdę mądre i empatyczne dziecko. Wrażliwe na każdy mój ruch. Ale w większości, byłam i jestem z Laurką sama. Czy to odstawienie od piersi, odpieluchowanie, lekarze, pierwszy dentysta, tęsknota za tatusiem… i… skoki rozwojowe. Przy każdych etapach dostaje wpierdal taki, że padam na pysk. Wpierdal emocjonalny. W naszej rodzinie panują zasady. Najważniejsza z nich to; „Jesteśmy jedną drużyną, wspaniałą rodziną”, rodzice nigdy nie uderzą Laurki i nie będą na Nią krzyczeli, a Laurka nigdy nie uderzy rodziców. U nas nie robimy fochów a rozmawiamy. Tyle że… Lauri bardzo często zapomina o ostatniej z reguł, przy której właśnie ja… otrzymuje tzw wpierdal. Oczywiście wiem, że taka jest natura i jest Ona dzieckiem. Musi mieć swój czas na każdy ze skoków by poznać emocje, siebie, świat, nowy etap-przedszkole, rodziców, dobro i zło… ale gdy jestem w tym sama, w moim stanie, z moimi ograniczeniami zdrowotnymi, ruchowymi, zwłaszcza gdy jest zima, a ona jest dla mnie więzieniem i wyrokiem… jest mi zwyczajnie cholernie ciężko. Każdy kontrakt Piotra na statku a mój w domu, nazywam kontraktem życia. Ten również do niego należy. Po Laurki chorobie teraz przez ponad dwa tygodnie, gdy gorączkowala 40 stopni, gdy śnieżyca na zewnątrz… ciężko było i jest ciężko zawsze zebrać się wieczorami do lekarza gdy ja nie mam prawa jazdy. I nie… nie wiem czy je zrobię. Boje się, panicznie się boje, jezdzic z malutką wiedząc, jaka to odpowiedzialność przy moich ograniczonych możliwościach ruchowych. Dostaje wpierdal gdy psuje się wózek i zostaje jak bez ręki. Laurka ociera łzy matki, których widzieć nie powinna i przytula całym swoim malutkim serduszkiem. Jestem z Niej taka dumna, to najbardziej radosne dziecko jakie znam. Bo wiem… że Ona to wszystko robi z miłości do mnie. Mając ponad 3 latka ze względu na mnie nadal zgadza się grzecznie jeździć wózkiem i nigdy nie zrobiła mi z tego powodu awantury. Tylko ja… czuję się cholernie winna, cholernie bezsilna, cholernie samotna…. i bardziej chora niż kiedykolwiek. Bo gdy widzę, jak Moje dziecko patrzy na ulicach jadąc wózkiem czy przez okno… jak rodzice ze swoimi dziećmi jeżdżą sankami, śmieją się ślizgając z górek i lepiąc bałwany. Gdy widzie Jej ból… idę kupić sanki by choć wiedziała że je ma… ale po co ? Skoro i tak wiem, że nie wyjdę z Nią na śnieg by się nimi cieszyć, bo jeden upadek na śniegu może skończyć się dla mnie tragedią. Gdy widzę jak moje dziecko siedzi w pokoju na sankach i z uśmiechem powtarza, że Ona też pójdzie na kulig gdy tatuś wróci… a Ty wiesz, że gdy tatuś wróci, śniegu już nie będzie. Gdy inne dzieci jeżdżą na rowerkach, a moje dziecko w wózku, dzielnie uśmiechając się całą swoją śliczną buźką… Tobie po raz kolejny pęka serce. Gdy słyszę, od Niej w tych momentach… mami dlaczego płaczesz ? Boli Cię noga, chodź Cię przytulę…. Obwiniam się jeszcze bardziej, czując się bardziej chora niż jestem i znów dostaje wpierdal… tym razem… spuszczam go sama sobie.

    Zdjecie made by em

    Mogłabym takich przykładów pisać tomy, ale nie mam już chusteczek. Jestem osobą, kobietą, matką, wojowniczką, która kocha życie z pełną świadomością jego upływu czasu… ale jestem też człowiekiem… dziś… bardzo zmęczonym.

    Zdjęcie made by em

    Zdjęcie made by em

    Piotr wróci… i znów oddam ster i znów poprawie koronę. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Dziękuje Ci Laurka, że jesteś z Nami. Text pisałam wczoraj w nocy. Jak to ja, pod wpływem gorących emocji. Przepłakałam znów całą noc i obudziłam się z cudowną dawką nowej energii. Ja, Karina, kochająca żyć ponad siłę i ponad możliwości…Ja, Karina, która kocha przekraczać swoje granice… czasami popłaczę ale zawsze się podniosę. Mam najcudowniejszą córkę na świecie, mam najcudowniejszego męża na świecie i mam siebie… dla mnie jestem najcudowniejszą kobietą na świecie… zaraz po mojej mamie.

    Dziękuję Ci Boże… że żyję. Amen

    List do córki <3
    List do męża <3