• Mama, za co ją właściwie kocham...
    Blog,  Lifestyle

    Kocham Cię mamo

    Dzień mamy…najpiękniejsze święto dla kobiety. Moja mama…

    Za co Ją Kocham? Przede wszystkim bo jest moją mamą, ale również za to, że dała mi życie. Kocham Ją za to, że życie dała mi 2krotnie. Kocham Ją za to, że zawsze o mnie walczyła, że zawsze we mnie wierzyła, że nigdy nie zwątpiła, że zawsze przy mnie jest. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie wszystkiego. Nauczyła mnie kochać i się tego nie bać, nauczyła mnie walczyć i się nie poddawać, nauczyła porządku, mimo że całe życie kłóciłam się z Nią o sprzątanie a teraz jestem Jej za to wdzięczna, patrząc co dzień na posprzątane mieszkanie. Kocham Ją za to, że nauczyła mnie uśmiechu i wybaczania. Kocham Ją za to, że w wielu 18 lat tak mi rozjaśniła włosy że zamiast blondu miałam tęczę na głowie a Ona mówiła mi że jestem najpiękniejsza na świecie, nieważne że groziła patelnią temu, kto by zaprzeczył. Kocham Ją za to, że potrafimy się ze sobą kłócić 10 razy dziennie, bo jesteśmy takie same. Kocham Ją za to, że nie potrafimy ze sobą cicho rozmawiać, tylko przekrzykujemy się niczym włoska rodzina. Przepraszam Ją za swój ostry charakter i gorący temperament. Przepraszam Ją za to, że często nie chce wysłuchać Jej litanii zarzekając się, że “nigdy nie będę jak swoja matka”, co oczywiście mija się z rzeczywistością i planem losu, ale więcej w tym temacie nie napiszę bo mi się mąż przestraszy i ucieknie). Przepraszam Ją za to, że jestem uparta, ale po niej samej to mam. Przepraszam Ją za to, że zabrałam Jej wiele lat życia, w których musiała i chciała o mnie walczyć. Dziękuję Jej za to, że wpoiła mi zasady bycia człowiekiem. Dziękuję Jej za to , że pozwoliła mi popełniać własne błędy. Dziękuję Jej za to, że zawsze mogę się wtulić w Jej ramiona. Dziękuję Jej za to, że jest niczym sherlock holmes i nigdy nie mogliśmy czegoś zbroić bo zawsze się domyśliła. Dziękuję Jej za to, że na pierwszej randce narobiła mi wstydu bo chłopak wyrósł na śmierdzącego lenia. Dziękuję Jej za to…że jest…że jest moją mamą. Kocham Ją za to, że mnie chciała. Kocham Cię mamo

    💜

  • Gdy brakuje mi sexu...
    Blog,  Lifestyle

    Związek z marynarzem. Zaufanie, czy układ?

    Są trudne chwile.

    Związek z marynarzem. Zaufanie czy układ? Sex a raczej jego brak, jesteśmy tylko ludźmi, brakuje mi tego. To nasza ludzka anatomia, brakuje mi sexu, dotyku, schowania się w męskie ramie. Brakuje mi….

    Fot Fotoszuflada

    Mogłabym zaryzykować miłość dla chwili uniesienia i sekundy podniecenia…mogłabym. Ale żaden mężczyzna nie będzie i nie jest Piotrem. 
    Pokochałam Go zdrowego – Pokochał mnie chorą – Pokochałam Go pięknego – Pokochał mnie oszpeconą – Pokochałam Go na lądzie kocham Go na morzu – Pokochał mnie moją radością życia, kocha moimi łzami bólu. Nasza miłość, pokonuje strach, ona łamie wszelkie stereotypy i marzenia. Ale jesteśmy ludźmi… brakuje mi…

    Fot Fotoszuflada


    Związek z marynarzem – miłość czy układ? Oczywiście moglibyśmy pójść na układ typu „czego oczy nie widzą”. Oczywiście moglibyśmy…gdyby nie to, że żyjemy jedną zasadą „nie ma zazdrości bez miłości, ani miłości bez zazdrości”. Świadomość… ona nie zapomina. Świadomość tego, że któreś z nas dotykałby innego człowieka. Świadomość tego, że jesteśmy tylko ludźmi i zwyczajnie nam brakuje bliskości i emocji z tym związane. Świadomość tego, że nasz związek opiera się na woli wyboru bycia razem. Wszystko w życiu jest możliwie i do zniesienia gdy… chcemy. Gdy chcemy być „razem”, wszystko jest możliwe i niesie ze sobą konsekwencje „bólu rąk”, ale to konsekwencje z wolnego naszego wyboru. Wiem, że czas leci. Oboje zdajemy sobie z tego sprawę. Mamy świadomość własnego życia. Ale chwile powrotu z morza i przygotowania temu towarzyszące jak i otwarcie drzwi w tym pierwszy wzrok, dotyk, zasunięciu zasłon i Textu „ściągaj gacie, będziemy się całować”… nie da się opisać emocji jak i podnieceniu towarzyszącemu tej chwili. 

    Fot Maikel.photography

    Inaczej żyje się jako singiel, Inaczej żyje się w zakochaniu, Inaczej żyje się w kochaniu, Inaczej żyje się w miłości, Inaczej żyje się mając rodzinę, w której chce się być.
    Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i kwestia cielesna a raczej jej brak jak w naszym związku z racji rozłąki, zawsze będzie. Będzie nam brakowało. Dla mnie sex ma ogromne znaczenie i mam to szczęście, że takie samo dla Piotra. Oboje cholernie odczuwamy jego brak. Ale oboje wiemy, że poza sexsem jest coś więcej. Pewnie wielu z Was machnie ręką, typu paplanie na ekranie. Ale miłość i chęci dotyku tej jedynej osoby, zwyczajnie istnieje i my ją czujemy. 
    Jestem staroświecką romantyczką. Mam nowocześnie poznanego męża. Jestem na tyle szalona, by żyć ze świadomością, że już zawsze będzie mi brakowało…. Ale w snach i marzeniach zawsze się przed nim rozbieram, a On rzuca mnie na łóżko czy stół, pralkę musieliśmy kupić już nową. Sny…Marzenia. Nie wiem czy lepiej je mieć i cierpieć, czy cierpieć, że się ich nie ma…Gdy On na statku, mamy to szczęście, że jest możliwość rozmów przez kamerkę…
    Oczy potrafią pieścić lepiej i dokładniej niż dłonie. Wzrokiem obejmuje się całość naraz. Dotyk zaś jest ograniczony tylko do jednego miejsca. Patrz mi w oczy.
    Jerzy Kosiński- Wystarczy być

    Fot Fotoszuflada


    Często tak jest że..a co ja pieprze, kogo chcę oszukać. Często tak jest że, nie potrafię przed lustrem pomalować ust do końca, bo moje ciało domaga się Jego dotyku. Często tak jest że, nie mogę zasnąć z tęsknoty za Jego wzrokiem, Jego dłońmi, ustami. Często tak jest że… brakuje mi… Często tak jest że… drżę 
    – Drżysz cały, co ci się stało?- Ty mi się stałaś.- Piotr Adamczyk Powiem ci coś

    Fot Ania Żupańska


    W zemście i miłości kobieta jest bardziej barbarzyńska od mężczyzny…ale mężczyzna nigdy nie będzie równie delikatny jak kobieta…
    Nie lubię nudnego kochania się, jak to mówią Niemcy „tylko w niedziele jak ptaki śpiewają”, nie lubię gdy…mi brakuje. Wiem, że pół światu tego kwiatu i mogłabym…na chwile zdjąć obrączkę i zadać sobie pytanie – związek z marynarzem, zaufanie czy układ? I nie czekając na odpowiedź… dać się ponieść „braku…”, ale lubię Piotra mocny uścisk i z Jego jeszcze mocniejszym szarpnięciem dłoni we włosach.

    Fot Fotoszuflada

    A we mnie samym wilki dwa, oblicze dobra…oblicze zła… Walczą ze sobą noc w noc, wygrywa ten, którego karmię!!!…

    Fot Fotoszuflada

    Związek z marynarzem. Zaufanie czy układ. brak sexu, gdy potrzebuje go co dzień, gdy potrzebuje go co noc… mocny, nienudny, silny. Pozostało mi jedno… gdy On na lądzie – “pieprz” swoje braki. Gdy On na morzu, módl się o zasięg.

    Fot Ania Żupańska
    Fot Fotoszuflada/Maikel.photography
  • Blog,  Lifestyle

    #Adopcja

    Witajcie kochani w naszym świecie. Jak już wiecie od kilku dni, nasza rodzina się powiększyła.

    ATENA

    Nasze życie się odmieniło, przybyło obowiązków ale i ogromnej miłości i radości. Dzieci cudownie wychowują się przy zwierzętach. Uczą się dyscypliny, odpowiedzialności oraz wrażliwości. Całe życie marzyłam o psiaku, lecz moi kochani rodzice się tego wyzwania nie chcieli podjąć, moja mama zawsze była przeciw, zawsze się bała, a niedawno została ugryziona przez dużego psa co tylko pogłębiło Jej strach. Gdy wspomniałam Jej, że adoptujemy psiaka…strasznie się przestraszyła ogromem obowiązków (w końcu Piotr wypływa na 4 miesiące) i wszystko spadnie na mnie. Jednym słowem – była na nie, co nie pozwalało nam w pełni się cieszyć. Z jednej strony dobrze, że nie mieliśmy psa za dziecka, moja okropna historia choroby nie pozwalałaby na opiekę nad psem… a może był by zbawieniem… Tego nigdy się już nie dowiemy. Na szczęście moja rodzina wypełniła każdą pustkę i ocierała każdą łzę bólu. Piotra prosiłam, wręcz błagałam przez prawie 8 lat jak jesteśmy razem, ale On w naszym związku jest tym rozsądnym i odpowiedzialnym i z troski o mnie zwyczajnie się bał. To tak samo jak z domem, ja marzę o domu, ale Piotr obawia się obowiązku który na mnie spadnie, zwłaszcza z domem piętrowym. Teraz urabiam Go na dom parterowy 😀 Na zlocie w militarnym w Borne Sulinowo, poznałam Tomka z K9THORN i Jego Zoe. To była miłość od pierwszego wejrzenia, jak widzicie na zdjęciu.

    ZOE (K9THORN)

    Z Tomaszem poczuliśmy od razu wspólne ciepłe fale przyjaźni, bardzo Go z Piotrem szanujemy za to, jak ogromną ma wiedzę odnośnie psiaków, szkoleń i wszelkiego rodzaju tresur i zachowań, wychowań.

    Jak wytresować żonę marynarza – K9THORN

    Wiedział jak bardzo naciskam na Piotra o psiaka, od roku, pomagał mi w spełnieniu tego marzenia. Teraz już Piotr miał 3 osoby ZA tym bym powiększyć rodzinę. 3 osoby, bo Lauri bardzo chciała psa, nie chciała być sama. Ona bardzo przeżywa fakt, że Piotr wypływa na 4/5 miesięcy. Z każdym kontraktem jest starsza i coraz bardziej odczuwa, widzi i boli Ją brak taty. Wpada w panikę za każdym razem gdy Jej ukochany tatuć wychodzi do sklepu sam i zamyka za sobą drzwi. To dla nas rodziców okropny ból i widok. Jak napisałam wyżej, dzieci się cudownie wychowują przy zwierzętach, dlatego ten fakt również pomógł nam złamać Piotra. Jak wiecie, Piotr i Laurka od urodzenia są jednością i więź, która ich łączy jest conajmniej wyjątkowa. Nadszedł ten cudowny bardzo późny wieczór. Piotr na statku. Lauri śpi pięknie, a ja…. Dostaję od Tomasza wiadomość. Zdjęcie Ateny (za schroniska Kenia) z wiadomością – “Bierz i się nie pytaj”.

    Bezdomniaki z Chrycynno – wolontariat

    Widzicie na zdjęciu jej piękny pyszczek, jej przekręcony łepek i tak jak Tomasz powiedział… jej cudowne ludzkie oczy. Jej oczy rozłożyły nas na łopatki. Serce zaczęło mi bić 100 x mocniej, milion myśli jak przekonać Piotra. Tomasz kół żelazo póki gorące haha od razu dzwonił do schroniska, dowiedział się wszystkiego i kolejna wiadomość od Niego – rano dzwonisz do schroniska, wszystko już ustalone. Możecie sobie wyobrazić jaka byłam podekscytowana, co nie pozwoliło mi zasnąć przez całą noc. Bombardowałam Piotra wiadomościami (na szczęście różnica czasu na to pozwalała), że oddam każdy Paryż, każde perły za to, by ONA była nasza. Piotr oczywiście, z troski zaczął mi wymieniać wszystki obowiązki i milion minusów, ale ja widziałam tylko plusy. Dla mnie nie ma minusów, znacie mój uparty charakter i motto życiowe…” wystarczy chcieć”. Postawił mi warunek – zrobisz prawo jazdy, bo będziesz potrzebowała do jazdy z K9THORN na wszystkie ich szkolenia. Oczywiście się zgodziłam i jak już wiecie, prawo jazdy w toku. Psiaka jako psiaka typowo domowego bała bym się wziąć. Ale Atena musiała być już szkolona, bo jest niesamowicie ułożona i posłuszna. Będzie z nami jeździła na każde szkolenia, w Gdańsku od 6 maja rozpoczyna szkołę. Jednym słowem, jestem za tym by psiaki były szkolone. To zwierzę stadne i musi w domu panować hierarchia. Pies jest szczęśliwy, gdy ma nad sobą pana,panią i On sam zna swoje miejsce w stadzie. Do psiaka trzeba podchodzić z serduchem, w końcu to członek rodziny, ale trzeba też pamiętać o jego pochodzeniu i tym czego potrzebuje. Za dużo w życiu przeszłam by nie zdawać sobie sprawy z powagi sprawy posiadania psiaka i ogromu obowiązków. Wiem, że psiaka trzeba wyprowadzać, a ja często z bólu nie mogę zrobić kroku. Ale do cholery jestem matką, a to największa odpowiedzialność jaką może mieć człowiek. Jestem dobrą matką i daję córce wszystko czego Jej trzeba. Pogodziłam się z bólem już ponad 20 lat temu. Ja nie wiem jak to jest żyć bez bólu. To moje przekleństwo ale i jestem wdzięczna, że dzięki temu wiem, że żyję dziś i chce żyć jutro. Wiem, że dam radę, bo zwyczajnie w świecie CHCĘ dać radę. A widok szczęśliwej Laurki jest dla mnie, jest dla nas rodziców najpiękniejszym lekarstwem na całe zło tego świata.Umówiliśmy się ze schroniskiem na odwiedziny i poznanie Ateny. Lauri zawieźliśmy do rodziców. Nie chcieliśmy Jej brać, bo wiemy, że przeżyłaby bardzo fakt, że odjeżdżamy bez psa. Tomek dał nam kolejną bardzo mądrą radę „zabierzcie Atenie maskotkę Laurki, by czuła i Jej zapach i się do niego przyzwyczaiła”. To było najlepsze co mogliśmy zrobić.

    Jak widzicie na filmie, gdy Ją już w trójkę odbieraliśmy, Ona strasznie się cieszyła na nasz i Laurki widok, bo pamiętała nasz zapach, zapach domu. To był piękny dzień, który przewrócił nasze życie do góry nogami. Ale my tacy jesteśmy, spontaniczni, zwariowani i zawsze idący pod prąd…ale pod prąd idziemy zawsze pod rękę a teraz również z jedną łapą przy nogach. 

    ADOPCJA krok po kroku

    Zadajecie nam milion pytań, czy nie boimy się tak dużego pas przy Laurce. Nie nie boimy się, ponieważ nie wielkość psa ma znaczenie a jego rasa. Pamiętajcie, że przy szkoleniach psiaka, nie tyle co szkoli się psa, co człowieka. My Laurkę przygotowywaliśmy i uczyliśmy jak Ona ma i może do Ateny podchodzić i na jakie gesty, ruchy i zachowania musi uważać. Pamiętajmy, że dzieci są bardzo mądre, a pies…… zawsze powtarzam, że „tak długo jak człowiek myśli, że pies nie czuje, tak długo pies myśli, że człowiek nie czuje”. Wiem, że pies ma pierworodny instynkt i dlatego, powinien być szkolony = tak samo jak człowiek, a wtedy można stworzyć piękną rodzinę.

    Laurka z Ateną. Razem przez życie <3

    O taką rodzinę walczymy każdego dnia. Ludzie często za dużo myślą tam, gdzie powinni czuć, a za dużo czują tam, gdzie powinni myśleć. Jesteśmy kowalem własnego losu, jeśli o tym zapomnimy i nasze życie przeleżymy na kanapie, to będąc już „babcią’dziadkiem” w fotelu, stwierdzimy, że nie mamy żadnych wspomnień co by nam krew burzyło. Życie mamy jedno, każdy chce być szczęśliwy. Wpuśćmy do naszej rodziny tych, których chcemy mieć przy sobie.

    My jesteśmy rodziną kompletną. Mam Piotra, który jest miłością mojego życia i bez którego nie wyobrażam sobie życia, mamy Laurkę, która jest naszym cudem i spełnionym marzeniem, mamy psiaka, który wypełnił nasza rodzinę dodatkową miłością i chęcią by….żyć. Żyj i Ty…To Twój czas START.

    Ps gdy pojechaliśmy do moich rodziców z Ateną, moja mama zwariowała. Zwariowała na Jej punkcie. Cały czas ją głaskała, się z nią bawiła i Jej najpiękniejsze słowa….Witaj w rodzinie. Jak widzicie, w życiu człowiek zawsze ma serce otwarte, nie zamykajmy się na niespodzianki, które przyniesie nam los. Amen.

  • Blog,  Lifestyle

    Przysięga ojca

    Słowo od Piotra, miłości mojego życia – “Słowa mogą wiele, ranić, pocieszać, uszczęśliwiać i leczyć. Tylko jednego nie potrafią…nie potrafią być cofnięte…Są ludzie, w naszym życiu, którzy sprawiają że Twoje serce bije szybciej, wody są spokojniejsze a wiatry przychylniejsze… Dlatego pijąc kawę z bogiem marynarzy, pijąc kawę z Posejdonem, powiem coś, czego nie chcę cofnąć…Kocham Cię, Kocham Was i proszę Was, czekajcie za mną. Mi wcale nie jest łatwo być daleko od Was, od swojej rodziny, od swojej wymarzonej żony i ukochanej córeczki. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie piękny dzień i cieszycie się życiem. Czekajcie na mnie, wtedy gdy macie dzień pełen bólu i przeklinacie to, że nie ma mnie przy Was…Proszę Was, ja chcę tylko jednego, czekajcie na mnie…Ja do Was wrócę.”
    Bo marynarzem nie można się stać, nim trzeba się urodzić…



    Przysięga ojca ❤️🔱
    Nie wierzyłem, że można kogoś tak kochać. Nie wierzylem, że można za kimś tak tęsknić. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Jesteś moją córeczką, moja księżniczką i moim sensem życia. Zawsze będę Cię Kochał, będę o Ciebie dbał, zawsze będę Cię chronił. Będę Cię bronił przed kolegami w przedszkolu, będę z Tobą chodził na Twoje randki, będę Cię wspierał w każdej Twojej mądrej decyzji i zachciance. Zawsze będę dla Ciebie bohaterem i pierwszą miłością życia. Nigdy Cię nie opuszczę moja córeczko, bo wszystko co robię z Twoją mamusią…robimy dla Ciebie. Kocham Cię i proszę Cię o jedno. Zawsze Walcz o swoje marzenia. Bo Ty spełniłaś nasze…przychodząc na świat.




    Pytaliście się mnie w Q&A jak sobie radzę z rozłąka, gdy nie ma mnie przy moich dziewczynach i czy są dni w których tęsknię bardziej lub mniej… Celowo nie odpowiedziałem na te pytania na stories, bo jest to temat o wiele bardziej złożony żeby można było na niego odpowiedzieć w kilku krótkich zdaniach. Jeśli chodzi o rozłąkę to miałem to nie bywałe szczęście i możliwość ustawienia sobie z moim zmiennikiem kontraktów, że na ten najważniejszy dzień, czyli przyjście naszej córeczki na świat byłem w domu. Byłem przy porodzie i przecinałem pępowinę. To był zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni mojego życia to jest pewne. Udało mi się być świadkiem pierwszych kroków naszego Skarba i wielu wielu innych rzeczy. Ominęło mnie pierwsze słowo, które Laurka wypowiedziała, a nie skromnie dodam, że było to tata hahaha wiem wiem, że Karinka mnie za to zabije. Ale wracając do rozłąki to mogę powiedzieć Wam jedno, że w naszym marynarskim życiu są wzloty i upadki, są rozstania i powroty, są rzeczy, które nas omijają i te, których jesteśmy świadkami. Na pytanie jak sobie z tym radzę jest bardzo ciężko odpowiedzieć. Oboje z Karinką wiemy na jakie życie się zdecydowaliśmy i jakie to niesie ze sobą konsekwencje, ale my jesteśmy dorosli, świadomi gorzej wytłumaczyć to dziecku. Często jest bardzo ciężko będąc na morzu i mając ogromne szczęsśie, że mamy często internet i możliwość rozmowy na video oglądać co mnie omija w rozwoju naszej córeczki. Rośnie tak szybko i rozwija się w takim tempie, że nie da się wszystkiego nadrobić albo być świadkiem i to jest smutne. Smutne jest to, że nie byłem na pierwszym Laurki przedstawieniu w przedszkolu (na szczęście będę na dzień taty), nie mogłem usłyszeć na żywo jej wierszyków i piosenek… Niestety będzie wiele takich momentów, w których moja obecność on-line nigdy nie będzie wystarczająca, ani dla mnie ani dla Laurki. Dzięki Bogu mam wspaniała żonę, która idealnie wychowuje naszą córeczkę i za każdym razem tłumaczy Jej dlaczego tatuś musiał wyjechać.

    Córeczka wybierała skarpetki. Tylko prawdziwy bohater swojej córeczki, ubierze to, co Ona dla Niego wybierze <3
    Gdy córeczka chce się bawić we fryzjerkę…a tatuś oddaję jej swoją… głowę 😀

    Choć jak pokazuje przykład mojego zmiennika nie zawsze się udaje. Chyba z rok temu Paweł przyjeżdża mnie zmienić i mamy chwilkę czasu na przekazanie obowiązków oraz nadrobienie trochę naszej znajomości. Pytam się Go jak wyjazd, a Paweł mi mówi że jego córeczka następnego dnia po Jego wylocie przy rozmowie video mówi, że tatuś nie musiał wyjechać w morze, żeby przywieźć pieniążki, bo ona ma skarbonkę i może ją dla niego rozbić…. Tak samo Laurka pokazuje mi zabawki i mówi, że już wszystkie ma i mogę wrócić… No i co zrobić w takim momencie? Po prostu dostaje się emocjonalny totalny wpierdol. Nie ma przed tym żadnej ucieczki, ani żadnej magicznej receptury, to po prostu musi nastąpić, bo nasze dzieci są cholernie mądre i cholernie tęsknią. Sam nawet nie wiem jak sobie radzę z naszą własną rozłąką. Czasem jest łatwiej czasem jest gorzej. Najgorsze są momenty jak Laurka mówi jak bardzo tęskni za mną, albo jak nie może się doczekać kiedy wrócę i zrobię porządek z Jej kolegami z przedszkola ;)drżyjcie rodzice, to są cholernie ciężkie momenty, bo wiem że kiedy mnie potrzebuje to mnie przy Niej nie ma… Też nie mam ani nie posiadam magicznego eliksiru, który pomógł by to jakoś przetrwać, po prostu trzymam się pewnej zasady i reguły, że jak przyjadę do domu, to z całego serca i sił będę tylko dla Niej, próbując zrekompensować brak mojej obecności i trzymając się mojego urodzinowego życzenia, by każdego dnia mogła powiedzieć, że jestem jej bohaterem.

    Zdjęcie Ania Żupańska

    A czy tęsknię? Tęsknię przeogromnie i naprawdę brak jest słów żeby to opisać.

    Niestety… każdy musi w życiu pracować, również jako marynarze, czy inne zawody wymagające rozłąki od rodziny. Ale MY również… tej naszej i własnej rodziny pragniemy i potrzebujemy. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nie robotami. Każdy chce mieć swój dom.

  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    Pokazałam siebie naprawdę…

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Nie mam super figury, wymiarów 90-60-90, nawet płaskiego brzucha. Do modelki mi bardzo daleko (mimo że o tym marzyłam)… ale jestem sobą. Mam krągłości, mam blizny… bo mam historię. Jedni mnie kochają, inni lubią, a jeszcze inni nienawidzą. Czyniłam dobro i czyniłam zło. Wychodzę czasami bez szminki i czasami nie daję rady okiełznać włosów. Jestem szczera i często szalona. Nie chcę się zmienić. Jeśli Kocham, to całym sercem. Nie przeproszę nikogo za to kim i jaka jestem.. bo jestem jaka jestem. Dlatego pieprzyć spodnie, gdy lato gorące. Kto nie chce, niech nie patrzy, kto musi niech wyśmieje. Mam to w dupie. Nie Kocha się drugiej osoby bo jest bogata czy biedna, zdrowa czy chora, silna czy słaba, ładna czy brzydka, wysoka czy niska. Kocha się bo jest… wyjątkowa, tak po prostu, bo jest. Kobieta w bikini pokazuje 90% nagiego ciała, a mężczyzna i tak będzie patrzył tylko na te pozostałe zakryte 10%. Ja mogę latać z gołymi cyckami a i tak noga skradnie im show. 

    Fot Maikel.photography

    Czytacie moją książkę “Droga do marynarza”, więc wiecie jak wyglądam, jak zmieniam się w robocopa.

    Ona – Widzisz tą 16 letnią dziewczynę z jej rocznym dzieckiem?

    On – Dziwka.

    Ona – Została zgwałcona!!!

    Ona – Widzisz tą grubą dziewczynę?

    On – Wow ale tłusta.

    Ona – ona cierpi na chorobę przez którą zawsze zostanie jej nadwaga!!!

    Ona – Widzisz tego oszpeconego mężczyznę?

    On -Ochydny potwór.

    Ona – on wbiegł do palącego się domu i tak uartował dziecko przed śmiercią!!!

    Mnie też ktoś już wiele razy tak skrzywdził… i za każdym razem tak samo boli… choć dziś dzięki Piotrowi i teraz Laurce mam to wszystko w dupie. Bo dla Nich jestem piękna !!! A Ja z siebie dumna !!!Nie ocenia się ludzi… jeśli nie zna się ich (mojej) Historii.

    Cytat z książki Droga do marynarza;”(…) lekarz prowadzący M przyszedł mi zrobić opatrunek. Uwolnił nogę z bandaży użytych przy operacji. To, co wtedy ujrzałam, nie przypominało choćby tylko w najmniejszym stopniu mojej nogi. Wpadłam w szok, zaczęłam płakać, dostałam natychmiastowej gorączki. Krzyczałam: “Gdzie jest moja noga, co z nią zrobiłeś ?”!!! Nie było odpowiedzi. Podano mi silny lek uspakajający, po którym zasnęłam. Następnego dnia przekonałam się, że nie był to tylko koszmar. Od potwornego bólu gorsza była świadomość, jak bardzo zmasakrowane zostało moje ciało. Potrzebowałam bardzo dużo czasu, aby dojść do siebie. Szczerze mówiąc, to nawet jeszcze dziś nie mogę powiedzieć, że czas leczy rany….”

    Fot Maikel.photography

    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Maikel.photography

    Fot Maikel.Photography

    Mam dosyć tego, że Nie wiem jak to jest żyć bez bólu, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć z ograniczeniami, mam dosyć tego, że wiem jak to jest żyć na krawędzi z amputacją nogi w tle, mam dosyć tego że czuje przeszywający ból, ból, ból. Mam dosyć tego, że nie mogę zrobić wielu rzeczy ze swoim dzieckiem, a kocham Je najmocniej na świecie, mam często dosyć tej cholernej odpowiedzialności jaką jest posiadanie dziecka, bo zwyczajnie padam na pysk. Mam dosyć tego siedzenia w domu i bawienia się przez „24/h i w tym częstego mówienia „Nie wolno”, bo poza zabawą przede wszystkim muszę wychować córkę na dobrego i mądrego, wrażliwego człowieka. A to mi się udaje. Mam dosyć obwiniania siebie, że przez swoje kalectwo nie jestem w stanie dać córce po prostu czegoś więcej. Mam dosyć tego !!!

    Fot Maikel.photography

    Wielu ludzi, tak ja ja z podniesioną głową przejdzie przez pole bitwy, choćby walka trwać miała całe życie. Ale… Ale są ludzie na świecie, dla których to za dużo ? Za mało kochają siebie ? Za bardzo chcą współczucia ? Za mało pomocy otrzymują ? Za dużo ludzi stracili ? Za słabo o siebie walczyli ? I sięgają… po alkohol. To gówno NIGDY nie było i nie będzie pomocą. Alkohol rozwiązuje wszystko… rozwiązuje prawdziwą odwagę, alkohol rozwiązuje zdrowie, przyjaźnie, rozwiązuje rodzine, dom… nie rozwiązuje jedynie problemów.. BO problemy potrafią pływać i się mnożyć i rzucić człowieka na ziemię.

    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada
    Fot Fotoszuflada

    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…Niepieszczotliwie nazywają mnie -Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…

    Fot Fotoszuflada

    Taka właśnie JA, dziś proszę Was, ba wyzywam Was do walki o życie, zdrowie, marzenia, miłość, o wszystko na czym Wam zależy! Można leżeć na kanapie i czekać na to co przyniesie nam los nie mając na to wpływu… Ale to nie moja droga i nie chce by była Waszą. Ja chce #wstać #walczyć i #wygrać… i chce byście razem ze mną podjęli tę walkę. Chce razem z Wami wstawać po porażkach i świętować ciężko zapracowane sukcesy!!! Bo nie będę Was okłamywać, że coś przyjdzie samo, nie będę Was okłamywała, że dokonanie wyboru będzie łatwe, ale obiecuje Wam…że będzie warto. Ja też płaczę w poduszkę, w łazience, płaczę przy stole gdy córka nie widzi a mąż nie słyszy. Ja też płaczę, bo zwyczajnie chcę choć jeden dzień, choć przez jedną chwilę poczuć to…co czuje zdrowy człowiek. Ale wiem, że choć wyrwałabym sobie serducho to i tak…Wiem, że tego nie zmienię i wiem, że płacz nie boli, on oczyszcza umysł i daje sił. Każdy z nas ma swoje problemy i każdy z nas się z czymś zmaga. Każdy z nas ma wybór. Ja swojego dokonałam i będę go broniła jak lwica bo mój wybór mimo mojej drogi w życiu która ma imię „ból, sprawia że jestem najszczęśliwsza kobietą na świecie. Uśmiechać się prawdziwie i szczerze, to dar od losu i mój własny wybór. Dzięki sobie i dla Nich, dla swojej rodziny założyłam rękawice i podjęłam walkę o resztę swojego życia.

    “To niemożliwe“ powiedziała duma.

    “To ryzykowne“ powiedziało doświadczenie.

    “To bezsensu“ rzekł rozsądek.

    “Daj sobie szanse“ wyszeptało serce.

    Po prostu…#wstan i #walcz, #wygraj swoje życie, dokonaj wyboru i z podniesioną głową ponieś odpowiedzialność na swoje życie. Czuć się wolnym człowiekiem w swojej skórze, to uczucie, którego nie kupisz, to uczucie które możesz wygrać, tylko poprzez dokonanie własnego wyboru. Żyj i się nie bój. To Twój, to Nasz CZAS START.

    Fot Fotoszuflada

    Żyję, mam swoją własną, najpiękniejszą rodzinę. Chce mi się… być, czego chcieć więcej. Znam swoje granice, nie interesują mnie one, ale je znam. A tylu z nas popełnia błędy w tym że tam gdzie powinni myśleć, to wolą czuć, a tam gdzie wystarczy czuć, za dużo myślą. Szanujmy drugiego człowieka, bo jesteśmy tego warci, a fajnie co rano spojrzeć w lustro z czystym sumieniem i powiedzieć sobie – Bravo Ja ! Żyj Teraz, chrzań co powiedzą ludzie. Żyj !

    Fot Fotoszuflada

    Tak naprawdę to, jedyną niepełnosprawnością w naszym życiu jest złe nastawienie, niewiara w siebie, lenistwo i chęć wyręczenia nas.
    Dla mnie zawsze największą motywacją było i jest, gdy ktoś powie – I tak nie dasz rady. Kto nie da rady, ja?

    Każdy da radę, bo jak to powiedział Madison James – “Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału.Tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień.


    Cytaty z książki Droga do marynarza-prawdziwa historia;
    “…Po chwili (nie wiem ile trwała,lecz po czynnościach wykonywanych przez lekarzy nie mogło być to długo od zaśnięcia)…przebudziłam się!!! Poczułam okropny ból przesuwającego się skalpela (znałam już przecież to uczucie)wzdłuż nogi.Krzyczałam ‘Ja nie śpię…..”


    “…Pani Ula poprosiła mnie, żebym wybrała sobie jeden cel, jeden powód, dla którego warto wyćwiczyć zgięcie nogi i trzymać się tego z całych sił, choćby mnie ból rozszarpywał. Tak też zrobiłam. Zagryzałam zęby, zagryzałam nawet kij od miotły, który mi pani Ula podawała, żeby tylko móc ćwiczyć…”


    “…zawsze oglądało mnie równocześnie kilkudziesięciu lekarzy i studentów. Czułam się okropnie, wystawiona na pośmiewisko. Oglądano mnie jakbym była eksponatem muzealnym z książki “Kiedy byłem dziełem sztuki” Erika-Emmanuela Schmitta…”


    “…Czasami nie wiem już co odpowiadać ludziom, którzy patrzą na mnie z politowaniem, lub śmieją się, że niby jestem “głupia” i nie ubieram szortów (oszpeconej nogi nie widać od razu). Lub myślą sobie: “Jaka jesteś biedna, że jesteś na to skazana”. Najgorsze są jednak wścibskie pytania, wyśmiewanie się ze mnie i komentarze typu – “Otwórzcie drzwi bo kaleka idzie! Jak długo będziesz jeszcze tak chodzić o tych kulach (jednej), po co Ci one, wyrzuć je, lepiej jest chodzić bez nich. Dlaczego nie pobiegniesz?Dlaczego łazisz tak wolno. Zróbcie miejsce dla kaleki…”Ludzie nawet nie wiedzą jak bardzo to boli i rani. Przecież ja sobie takiego losu nie wybrałam. Choćbym sobie serce wyrwała, nie jestem w stanie być taka jak “oni”, po prostu piękni, zdrowi i sprawni….Nie dam rady…”


    “…Po zebraniu, gdy wychodziłam zażenowana, podszedł do mnie pewien obleśny, starszy pan i zapytał: “Ile cenią się kalekie dziewice, bo chyba nie za drogo”. Mój świat się zawali. Chciałam jak najszybciej uciec, a biec nie potrafiłam…”


    “…Nagle wydawało mi się, że wszyscy się na mnie patrzą, moja wyobraźnia się rozpętała. Widziałam siebie jako klowna w cyrku po nieudanym występie, gdzie każdy widz wytyka mnie palcem, wyśmiewając i obrzucając pomidorami…”


    Pieszczotliwie nazywają mnie -Robokop…Picassa…pomalowana…Transformers Girl…
    Niepieszczotliwie nazywają mnie –
    Kaleka…Kulawa…Ogr…Potwór…Frankenstein…


    Ale choć i tak zawsze coś zakuje w serduchu, to jednak JUŻ nie robi to na mnie większego wrażenia, gdyż tak jak zawsze powtarzam, nigdy nie wiemy jak silni jesteśmy, dopóki bycie silnym nie stanie się naszym jedynym wyjściem. A słabi będziemy dopiero wtedy, gdy o tym pomyślimy. Otrzymuję pytania, dlaczego nie zrobię sobie operacji plastycznej, czy nie zasłonię blizn tatuażem?

    Ale po co?

    Mam zasłonić coś co jest dowodem mojej siły, mojej walki, mojego przejścia przez cholerne piekło, które czasami o sobie przypomina i woła do siebie? Po co? Czy te blizny powodują że, nie jestem już kobietą? Czy one przyćmiewają uśmiech na mojej twarzy czy ciekawość i miłość do świata? Ja żyję dzięki tym bliznom, również bardziej świadomie ulotności chwil. Jestem szczęśliwa i kocham siebie i nikt komu to przeszkadza, mi tego nie odbierze. Takiego nastawienia życzę każdemu z Was. Bo warto być sobą i o siebie walczyć. Życie mamy jedno i to od nas samych zależy jak je przeżyjemy i ile będzie w nim chwil radości i miłości.

    Fot Fotoszuflada

    Żyj swoim życiem. Nie masz prawa do mojego życia, nikt nie ma prawa do mojego czasu. Walczę o swoje dni od dziecka…od dziecka walczę krwią, potem i łzami. Żyj swoim życiem i daj mi żyć swoim – po swojemu. Cieszę się, że żyję… poczuj to samo, tak po prostu. Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że i w Tobie zostanie chęć do życia i miłość do siebie. Czyń swój świat pięknym, tak jak ja to robię… ale rób to po swojemu.

    The Show Must Go ON !!! Ahoy, Wasza Karina.

    Fot Maikel.photography
  • Książka

    Recenzja Ewy <3

    Przeczytałam tę ksiażkę jednym tchem! zastanawiam się ile potrzeba 
    wiary,nadziei,marzeń na przyszłe życie!ta ksiązka powinna trafić w ręce 
    słabych cierpiących którym wydaje się że juz nic dobrego ich nie czeka! 
    Miłośc to najpiękniejsze uczucie i Pani tego doznaje w każdym dniu! ten 
    Pani MARYNARZ pokonał tysiące mil żeby zdobyć Pani serce i spełnic Pani 
    marzenia o prawdziwej miłości!!

    Ewa 🙂
  • Blog,  Lifestyle

    Dostałam wpierdal…

    Możesz mieć milion znajomych na fejsie na instagramie… ale gdy płaczesz w poduszkę, to zawsze jesteś sama. Gdy mówisz, że płaczesz, dostajesz pół miliona wiadomości co się stało. Gdy płaczesz w milczeniu, to nikt nie zapyta… dlaczego… bo zwyczajnie nikt się tym nie interesuje. Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Może to moja wina, że nie potrafię prosić o pomoc, choć coraz częściej się to zdarza, z podkulonym ogonem na skraju wytrzymałości ? Może to moja wina, bo gdy zaczynam mówić że mi źle… to obija się to często echem lub poklepaniem po plecach ? Może to moja wina, bo nie lubię komuś sprawiać problemu ? Może to moja wina, bo gdy całe życie prosiłam o pomoc w szpitalach, na dworcach, na ulicach… byłam wyśmiewana ? Może to moja wina, bo staram się sobie na sile coś udowadniać… już na kolanach ? Może to moja wina, bo boję się prosić, by nie stracić ludzi, których przy sobie mam ? Może to moja wina, bo gdy bliscy pytają się czy pomoc w czymś, to odpowiadam – dam radę, bo nie potrafię inaczej ? Może to moja wina, bo pokazując radość, czerwone usta i śmiech… za dużo oczekuję… że ktoś dojrzy mokre oczy i jednak przytuli ? Może to moja wina, bo gdy cudowni znajomi pomagają, jeden naprawi wózek, drugi przyniesie leki, trzeci kupi jedzenie, czwarty podrzuci do przedszkola… a ja czuje się wdzięczna ale i tak, jakbym dostała policzek bo sama nie dałam rady ? Może to moja wina, bo tysiące osób, gdy mi źle, zwyczajnie każe włączyć się na lajfie i w sekundę poprawia humor, a ja powinnam o tym pamiętać ? Dziękuje Ci Boże, za córkę.

    Kiedyś byłam silniejsza… bo walczyłam tylko o siebie i wiedziałam, że jeśli zaboli… to tylko mnie. 3 lata temu się to zmieniło… Zostałam matką. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Największy wpierdal w swoim życiu, dostałam od swojej 3 letniej córki. Przez te 3 lata, wychowaliśmy z Piotrem naprawdę mądre i empatyczne dziecko. Wrażliwe na każdy mój ruch. Ale w większości, byłam i jestem z Laurką sama. Czy to odstawienie od piersi, odpieluchowanie, lekarze, pierwszy dentysta, tęsknota za tatusiem… i… skoki rozwojowe. Przy każdych etapach dostaje wpierdal taki, że padam na pysk. Wpierdal emocjonalny. W naszej rodzinie panują zasady. Najważniejsza z nich to; „Jesteśmy jedną drużyną, wspaniałą rodziną”, rodzice nigdy nie uderzą Laurki i nie będą na Nią krzyczeli, a Laurka nigdy nie uderzy rodziców. U nas nie robimy fochów a rozmawiamy. Tyle że… Lauri bardzo często zapomina o ostatniej z reguł, przy której właśnie ja… otrzymuje tzw wpierdal. Oczywiście wiem, że taka jest natura i jest Ona dzieckiem. Musi mieć swój czas na każdy ze skoków by poznać emocje, siebie, świat, nowy etap-przedszkole, rodziców, dobro i zło… ale gdy jestem w tym sama, w moim stanie, z moimi ograniczeniami zdrowotnymi, ruchowymi, zwłaszcza gdy jest zima, a ona jest dla mnie więzieniem i wyrokiem… jest mi zwyczajnie cholernie ciężko. Każdy kontrakt Piotra na statku a mój w domu, nazywam kontraktem życia. Ten również do niego należy. Po Laurki chorobie teraz przez ponad dwa tygodnie, gdy gorączkowala 40 stopni, gdy śnieżyca na zewnątrz… ciężko było i jest ciężko zawsze zebrać się wieczorami do lekarza gdy ja nie mam prawa jazdy. I nie… nie wiem czy je zrobię. Boje się, panicznie się boje, jezdzic z malutką wiedząc, jaka to odpowiedzialność przy moich ograniczonych możliwościach ruchowych. Dostaje wpierdal gdy psuje się wózek i zostaje jak bez ręki. Laurka ociera łzy matki, których widzieć nie powinna i przytula całym swoim malutkim serduszkiem. Jestem z Niej taka dumna, to najbardziej radosne dziecko jakie znam. Bo wiem… że Ona to wszystko robi z miłości do mnie. Mając ponad 3 latka ze względu na mnie nadal zgadza się grzecznie jeździć wózkiem i nigdy nie zrobiła mi z tego powodu awantury. Tylko ja… czuję się cholernie winna, cholernie bezsilna, cholernie samotna…. i bardziej chora niż kiedykolwiek. Bo gdy widzę, jak Moje dziecko patrzy na ulicach jadąc wózkiem czy przez okno… jak rodzice ze swoimi dziećmi jeżdżą sankami, śmieją się ślizgając z górek i lepiąc bałwany. Gdy widzie Jej ból… idę kupić sanki by choć wiedziała że je ma… ale po co ? Skoro i tak wiem, że nie wyjdę z Nią na śnieg by się nimi cieszyć, bo jeden upadek na śniegu może skończyć się dla mnie tragedią. Gdy widzę jak moje dziecko siedzi w pokoju na sankach i z uśmiechem powtarza, że Ona też pójdzie na kulig gdy tatuś wróci… a Ty wiesz, że gdy tatuś wróci, śniegu już nie będzie. Gdy inne dzieci jeżdżą na rowerkach, a moje dziecko w wózku, dzielnie uśmiechając się całą swoją śliczną buźką… Tobie po raz kolejny pęka serce. Gdy słyszę, od Niej w tych momentach… mami dlaczego płaczesz ? Boli Cię noga, chodź Cię przytulę…. Obwiniam się jeszcze bardziej, czując się bardziej chora niż jestem i znów dostaje wpierdal… tym razem… spuszczam go sama sobie.

    Zdjecie made by em

    Mogłabym takich przykładów pisać tomy, ale nie mam już chusteczek. Jestem osobą, kobietą, matką, wojowniczką, która kocha życie z pełną świadomością jego upływu czasu… ale jestem też człowiekiem… dziś… bardzo zmęczonym.

    Zdjęcie made by em

    Zdjęcie made by em

    Piotr wróci… i znów oddam ster i znów poprawie koronę. Dziękuje Ci Boże, za córkę. Dziękuje Ci Laurka, że jesteś z Nami. Text pisałam wczoraj w nocy. Jak to ja, pod wpływem gorących emocji. Przepłakałam znów całą noc i obudziłam się z cudowną dawką nowej energii. Ja, Karina, kochająca żyć ponad siłę i ponad możliwości…Ja, Karina, która kocha przekraczać swoje granice… czasami popłaczę ale zawsze się podniosę. Mam najcudowniejszą córkę na świecie, mam najcudowniejszego męża na świecie i mam siebie… dla mnie jestem najcudowniejszą kobietą na świecie… zaraz po mojej mamie.

    Dziękuję Ci Boże… że żyję. Amen

    List do córki <3
    List do męża <3
  • Blog,  Lifestyle

    List do córki/VLOG

    Cytat z książki “Droga do marynarza – prawdziwa historia”…“Marzenia się spełniają a Cuda zdarzają”A marzenia z głębi serca, te najbardziej uparte…zawsze się spełnią, jeśli mamy odwagę o nie walczyć. Dziękujemy za oglądanie naszego vloga. Zapraszamy do subskrypcji naszego kanału. Jeśli chcecie być na bieżąco, zachęcamy kliknięcie dzwoneczka.Jeśli film Wam się spodobał, będzie nam miło jeśli dacie kciuka w górę 🙂

    Czym byłoby życie bez miłości, bez radości, bez chęci do życia…..Święta, to nie tylko czas pięknych sukienek i ślicznych choinek. Ale czas, w którym szczególnie budzimy nasze serducha do życia. Cieszmy się życiem, mimo tego, że często boli.Cieszmy się, że żyjemy a los nam się odwdzięczy 🙂

    Zabawa, może być śmieszna, fajna, wrażliwa ale i budząca emocje, ciekawość i wyobraźnię. A najpiękniejsze, to zakleszcza więzi między “aktorami” 🙂 Uwielbiam to, kocham i polecam…polecam bawić się i wcielać w różne role i kształtować wyobraźnię dzieci 🙂

    Gdy masz syna, pilnujesz ulicy. Gdy masz córkę, tatuś pilnuje całego miasta 😀

    Zabawa w domu nie musi być nudna. Gdy pokazujemy dziecku nasz świat, nabiera Ono miłości, doświadczenia, obycia, a My zwyczajnie widzimy…jak Ono dorasta. I to jest piękne 🙂

    Każda księżniczka ma swojego bohatera. Tatuś, pierwsza miłość córki pierwszy mąż, najważniejszy autorytet. Bynajmniej…tak zawsze powinno być. Życzę każdemu dziecku ojca,który kocha je bardziej niż własne życie.

    My rodzice mamy daleką drogę do przejścia by wpoić naszym dzieciom miłość, bezpieczeństwo, szczęście i mądrość. Pokazanie dziecku, że czytanie książek, to jedna z najpiękniejszych chwil, którą ma się przez całe życie tylko dla siebie….to bardzo ważna rzecz. Uczmy dzieci codziennego czytania, a odwdzięczą nam się inteligencją i wrażliwością 🙂

    Zaczęłyśmy grudzień we dwie. Z milionem pytań – czy tatuś już płynie do domu ? W życiu można wszystkie dni przeżyć z miłością, z tęsknotą…. i pięknie. Wszystko się da…wystarczy chcieć.Wspólne zabawy i zapewnianie dziecku najsłodszych wspomnień…to rola rodzica i najpiękniejsze nasze zadanie. Pomijając fakt, że Lauri mnie pokonała w puzzlach dziecięcych 😀 

    Laurka to mieszanka wybuchowa swoich rodziców. Charakter mamusi, a upodobania czysty tatuś. Mięchoooooooooo 😀 😀 😀

    Dziękujemy www.loopys.pl Gdańsk za cudowne urodziny oraz całej obsłudze. Szczególne podziękowania kierujemy do Pani Darii Bohorodzicz, menadżer Loopys, za pomoc w zorganizowaniu najlepszych urodzin dla dziecka, oraz opiekę wszystkich gości :))))Dziękujemy wszystkim gościom za świętowanie z nami tego szczególnego dnia, za uśmiechy i wszystkie piękne życzenia. Do zobaczenia za rok 🙂


  • Blog,  Książka,  Lifestyle

    4 dni, które zmieniły moje życie !!!

     4 lata temu, siedząc całe tygodnie sama w obcym mieście, czekając na Piotra, aż wróci z kursu, postanowiłam pisać bloga. Tematyką bloga miała być moja historia prawdziwa. Usiadłam więc w fotelu z kolejną kawą, wzięłam maszynę do pisania (czyt. laptopa) i zaczęłam pisać… w 4 dni później powstał pełny Manuskrypt książki “Droga do marynarza – prawdziwa historia. Pewnie zapytacie się jak to w 4 dni książka napisana. Otóż, gdy pisze się książkę, która jest fikcją, potrzeba na nią czasu, ale gdy piszesz fakty z życia, słowa lecą tak szybko jak łzy po polikach. Pokazałam manuskrypt swoim przyjaciółkom, które jednogłośnie stwierdziły, że nie nadaje on się na bloga, z niego musi powstać książka, która pójdzie w świat niosąc przesłanie.